Z dedykacją dla Luny Heros, za bycie moją największą bohaterką.

Chiny, Szanghaj kwiecień 2026 rok
To nie była przyszłość, której złodziejka chciała, ale na którą w pełni zasłużyła.
Mężczyzna w czarnym garniturze upił łyk kawy z filiżanki i wygodniej rozsiadł się w fotelu. Pomarszczoną, pełną starczych plam ręką potarł swoją brodę i zwęził czarne oczy w małe szparki. Po chwili zaśmiał się cicho, niedowierzając w to co widzi. Rzucił akta na szklany blat stolika, a teczka zgrabnie się po nim przesunęła i zatrzymała się dopiero przed skutą kobietą. Blondynka trzymała dumnie uniesioną brodę, podejrzliwie lustrując stojących wokół nich strażników. Nawet jej najmniejszy ruch wprawiał mężczyzn w stan najwyższej gotowości. Nie wiedziała czy powinna czuć się dumna, że jej obecność tak na nich wpływa, czy raczej wręcz przeciwnie.
- Jak to jest w ogóle możliwe? - Gardłowy głos przerwał ciszę.
Stary Chińczyk pomarszczonym palcem uderzył o stolik i wbił w milczącą kobietę intensywne spojrzenie.
- Przeszukaliśmy każdą możliwą bazę danych, każdego możliwego państwa, nawet takiego durnego Tajwanu lub Kosowa. - Oparł się o tył fotela. - A jednak nigdzie pani nie znaleźliśmy. Żadnych informacji, żadnych śladów.
- To moja specjalność - rzuciła z uśmieszkiem.
- Tak jak specjalnością jest pakowanie się w kłopoty - uciął jej słowa mężczyzna. - Obrabowanie 34 banków w 27 krajach świata, kradzieże samochodów, niszczenie mienia, napaść na funkcjonariuszy i próba włamania się do wielkiego chińskiego banku. Czy pani zdaje sobie sprawę z tego co jej grozi?
Kobieta nie odpowiedziała, zaciskając zęby z wściekłości. Drażniła ją władcza postawa śledczego.
- Oczywiście, że pani wie. Już w końcu usłyszała pani wyrok - odpowiedział na swoje własne pytanie. - Kara śmierci, która tutaj w Chinach jest legalnie praktykowna. Co pani na to?
- Wypchaj się - syknęła, odwracając wzrok.
Jeden z policjantów drgnął i był gotowy uderzyć kobietę, ale na szczęście dla niej stary Chińczyk powstrzymał jego zamiary.
- Na pani miejscu polecałbym jednak nie prowokować strażników - zauważył. - Czy wierzy pani w jakiegoś Boga?
Zbita z tropu tym pytaniem ugryzła się w język. Pyta, aby wiedzieć w jakim stylu urządzić pogrzeb? Przecież to nonsens. Nikt nie wyprawia pogrzebu kryminalistom. A zwłaszcza tym, którzy zostali skazani na śmierć. Spodziewała się raczej, że jej ciało zostanie wrzucone do grobu, bez żadnej uroczystości i w najlepszym wypadku z wyrytym epitafium. Nawet nie wiedzieli jak naprawdę się nazywała i ile miała lat.
- Nie - odparła.
Sama religia mogłaby naprowadzić śledczych na jej kraj urodzenia, a do tego nie mogła dopuścić.
- W takim razie ma pani nadzwyczajne szczęście - zaśmiał się przez przysłonięte dłonią usta.
- Co masz na myśli? - Podejrzliwie zwęziła oczy i w tej samej chwili drzwi za nią się otworzyły i do środka ktoś wszedł.
Usłyszała korki i cichy szelest, a zaraz potem obok starego Chińczyka stanął przystojny mężczyzna. Był dobrze zbudowany i niesamowicie prezentował się w garniturze. Złodziejka jednak nie zmieniła wyrazu twarzy, nadal pozostawał chłodny i obojętny.
- To moja droga - śledczy nachylił się lekko do przodu, wstając - jest twój wybawiciel. Rozpatrz jego propozycję mądrze.
Podniósł się z fotela, wymienił uprzejme przywitania z nowoprzybyłym i wyszedł pod eskortą kilku funkcjonariuszy.
- Agent specjalny WDŚ Alyn Wysteria - przedstawił się mężczyzna, siląc się na uśmiech.
- Jesteś Amerykaninem - zauważyła kobieta.
- Myślę, że moja narodowość nie ma w obecnej sytuacji zbyt wiele do rzeczy - skwitował, siadając w fotelu.
- Podobno masz dla mnie propozycję.
- W rzeczy samej - przytaknął, otwierając laptop przed sobą. - Przychodzę do ciebie z nader dobrą ofertą współpracy.
Złodziejka myślała, że się przesłyszała i zachłysnęła się powietrzem na jego słowa. Nawet puściła mimo uszu fakt, że nie zwracał się do niej w oficjalny sposób. Zmarszczyła brwii i nieufnie przekrzywiła głowę.
- Proszę pozwolić mi przedstawić wszystko co chciałbym ci pokazać i zostaw pytania na koniec - oznajmił elegancko, po czym odwrócił ekran w stronę kryminalistki. Na wyświetlaczu widniało zdjęcie kobiety zrobione kilka dni temu po tym jak ją złapano. Na samą myśl o tym robiło jej się niedobrze i ogarniała ją wściekłość. Gdyby tylko zauważyła, że Rachel dziwnie się zachowywała, gdyby tylko przewidziała, że ją zdradzi. Nie byłoby jej tutaj, wyjechałaby z fortuną, odnalazłaby siostrę i zaczęłaby życie od nowa w niewielkiej mieścinie.
Tuż obok fotografii wszystkie dane były zaznaczone przez "x".
- Jesteś jedynym człowiekiem na świecie, który w zasadzie nie istnieje. Nie wiem jak udało ci się tego dokonać, ale stworzyłaś zagwozdkę dla wielu śledczych, takich jak na przykład pan Tai-Lung, którego zdążyłaś już poznać. Nie odbiegając jednak od tematu. To co zostanie powiedziane w tym pokoju jest ściśle tajne.
- Nie rozumiem dlaczego w takim razie mi to mówisz - mruknęła.
Mężczyzna uniósł rękę, jakby chciał powiedzieć "wszystkiego się zaraz dowiesz".
- Z prostego powodu. Jeśli zdecydujesz się nam pomóc sytuacja się uspokoi, jeśli nie, to cóż, zginiesz - uśmiechnął się okrutnie. - Termin twojej egzekucji przypada na za dwa dni, nie będzie problemem go przyspieszyć, zgodzisz się?
Nie odpowiedziała, zdobywając się jedynie na zgromienie agenta złym spojrzeniem.
- Kilka dni temu w Moskwie odbył się szczyt, w którym wzięli udział przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Rosji. Podczas spotkania dyskutowano na wiele tematów, nie tylko tych, które udostępniono informacji publicznej. Jednym z nich była - slajd przesunął się i na ekranie pojawiło się coś, co przypominało kompas bez tarczy kierunkowej - Złota Era.
Złodziejka rozdziawiła usta, obserwując obracające się zdjęcie urządzenia. Spodobała jej się ta błyskotka.
- Jest to klucz do najwyższego udoskonalenia ludzkiego życia. Ale jest to także potężna machina wojenna - kontynuował Alyn. - Była symbolem współpracy i pokoju pomiędzy USA i Rosją. Niestety podczas szczytu została skradziona - zakończył. - Świat obecnie stoi na skraju wojny atomowej. Stany oskarżają Rosję, a Rosja Stany. Rosja wystosowała wobec USA ultimatum i dała im czas do końca miesiąca na odnalezienie Złotej Ery. W przeciwnym wypadku oba te kraje wszczną stan wojenny, a wraz z nimi w wojnie pogrąży się reszta świata. Czy rozumiesz powagę sytuacji?
Niemrawo kiwnęła głową.
- Rozumiem. Ale nadal nie mam pojęcia jaką rolę mam w tym wszystkim odgrywać ja - odparła chłodno.
- Jesteś obywatelem X. Człowiekiem, który nie należy do żadnego państwa. Nie ma bardziej neutralnej osoby - zaznaczył ostatnie słowa. - Ponad to posiadasz umiejętności, które zawstydziłyby niejednego szpiega. Spójrzmy prawdzie w oczy - zaśmiał się, ujawniając swój piękny uśmiech. - Kto ma pokonać mistrzowskiego złodzieja, jak nie sama królowa złodziei?
Serce załomotało jej w piersi. Podobał jej się ten przydomek.
- Co będę z tego mieć?
- Wolność - oświadczył agent, prostując się. - I nietykalność oraz spokojne życie.
- Słabo - skwitowała, krzyżując ręce.
- Ostra z ciebie zawodniczka, co? - westchnął, delikatnie unosząc kąciki ust do góry.
- Jak brzytwa - przytaknęła.
- Czy możemy przedyskutować kwestię twojej nagrody po dobrze wykonanej misji? - spytał. - To co wymieniłem będzie stawką gwarantowaną. Jeśli wszystko przebiegnie gładko wstawię się o dodatkowe profity.
Kryminalistka zastanowiła się przez chwilę. Jakby nie patrzeć i tak nie miała zbyt wielkiego wyboru. Za dwa dni mieli ją zabić, a potem jej ciało wrzucić do nieoznakowanego grobu i na tym skończyłaby się jej historia. Dostała szansę. Może i nawet uda jej się uciec? Pójście z agentem specjalnym otworzy jej wachlarz możliwości. Nawet jeśli wszczepią jej chip namierzający to bez problemu się go pozbędzie i ucieknie. I już nigdy nikt o niej nie usłyszy.
- Umowa stoi - oświadczyła zadowolona.
- Wspaniale, nasz samolot odlatuje za dwie godziny.
Złodziejka wzdrygnęła się.
- Ale jak to "nasz"? - Jej głos zmienił się niemal w pisk.
Mężczyźnie spodobało się to co zobaczył na jej twarzy. Odchrząknął i wypiął dumnie pierś do przodu.
- Witam, nazywam się Alyn Wysteria i jestem twoim partnerem na czas poszukiwań Złotej Ery.
Kobieta szybko wróciła do siebie, rozumiejąc już nieco więcej. WDŚ nie mogło być takie głupie, aby pozwolić jej działać na własną rękę. Oczywiście, że musieli jej przydzielić kogoś do nadzoru. Wyciągnęła dłoń w kajdankach w jego stronę. Jeden z oficerów spojrzał pytająco na Alyna i wraz z jego potaknięciem ściągnął jej kajdanki.
Otarła czerwone nadgarstki i zawadiacki uśmiech wpłynął na jej twarz.
- Mów mi Arissa.
Rosja, Moskwa kwiecień 2026 rok
Kobieta żwawym krokiem szła za agentem specjalnym, który nie szczególnie zwracał na nią uwagę, rozmawiając przez swój mikroport. Kilka razy próbowała nawet wykorzystać okazję i uciec, ale bez dokumentów i w starych, pobrudzonych ubraniach była łatwym celem. W pewnym momencie Alyn zatrzymał się przed jakimiś drzwiami, a pilnujący ich policjant skinął głową i je otworzył.
- Pospiesz się - ponaglił ją.
Arissa zmarszczyła brwii z rozdrażnienia, ale bez słowa weszła do środka za tymczasowym partnerem. Przeszli przez krótki korytarz i stanęli w niewielkim, skromnie urządzonym pokoju. Zza jednych drzwi wyszła średniego wzrostu brunetka. Uśmiechała się przyjaźnie.
- Edit - zawołał wesołym głosem Alyn, rozwierając ramiona.
Ciemne oczy dziewczyny zamigotały, gdy wpadła w objęcia chłopaka. Arissa zacisnęła zęby. Czyli plan z uwiedzeniem go spali na panewce. Co za szkoda.
Gdy obydwoje się odkleili agent specjalny powiedział do niej coś po rosyjsku, a Edit skinęła głową. Skierowała spojrzenie na stojącą zza Alynem dziewczynę i chwyciła jej rękę, po czym zaczęła ją prowadzić w tylko sobie znanym kierunku.
- Gdzie idziemy? - spytała Arissa.
- Mówisz po rosyjsku? - zdziwiła się Edit, tracąc tempo, którym się poruszały.
Owszem. Gdy pochodzi się właściwie znikąd i jest się sławnym złodziejem, to nie można pozwolić na to, by ktoś wiedział więcej niż powinien. Dzięki temu, iż Arissa posługiwała się kilkoma językami, a swój ojczysty nieco kaleczyła, miała nadzieję na zapewnienie siostrze bezpieczeństwa. Chciała dorobić się fortuny i wrócić, aby uratować ją z życia, którym niegdyś żyły.
Jaka szkoda, że ktoś ją zdradził i uniemożliwił jej te plany.
- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie - skwitowała chłodno.
Edit się obruszyła i napuszyła jak urażony ptak. I nie odezwała się do blondynki, aż nie dotarły przed białe drzwi. Następnie otworzyła je, wepchnęła zdezorientowaną złodziejkę do środka i zamknęła za nimi.
- Musisz jakoś wyglądać, w końcu zostaniesz przedstawiona jako sławna amerykańska pani agent - stwierdziła dziewczyna, mówiąc po angielsku z rosyjskim akcentem. - Tam jest łazienka, a tutaj masz ubrania. Możesz też pożyczyć moje kosmetyki.
Wcisnęła jej ciuchy i popchnęła ją w stronę kolejnych drzwi.
- Dzięki - mruknęła Arissa.
Nie miała już ochoty na rozmowę z tą dziewuchą. Zamknęła za sobą drzwi i odruchowo rozejrzała się w poszukiwaniu dróg ucieczki. Jednak w pokoju nie było żadnego okna, a wentylacja była tak niewielka, że zmieściłaby się w niej jedynie pięść blondynki.
Zaklnęła pod nosem i rozebrała się. Weszła pod prysznic i pozwoliła, aby obmyła ją chłodna struga wody. Odruchowo zaczęła szybciej oddychać, czując zimno, które ją otaczało. Dostała gęsiej skórki i z lubością przejechała po nagich, ociekających wodą ramionach. Przez chwilę jedynie napawała się chłodem, aż w końcu stopniowo nastawiała kurek, na coraz to cieplejszą wodę.
To był chyba najdłuższy prysznic jej życia. Ale odprężający i relaksujący. Potrzebowała takiej chwili. Zwłaszcza po tylu dobach spędzonych w więziennym rygorze z wyrokiem nad swoją głową.
Być może oferta Alyna naprawdę była dla niej wybawieniem? Nie musiałaby się ukrywać. Nie musiałaby kraść i nie musiałaby uciekać.
No i nareszcie mogłaby wrócić do swojej siostry.
Otarła swoją talię ręcznikiem, delikatnie przytykając puchaty materiał do swojej skóry. Następnie przejechała nim po ramionach, rękach i skończyła na nogach. Wykręciła włosy, które sięgały jej już niemal do dolnej partii pleców i podniosła się.
Tuż przed nią stało lustro. Naga stanęła przed nim i spojrzała na siebie. Tafla odbijała tylko jej odbicie do pierwszej linii ramion.
- I patrz gdzie cię doprowadziło to wszystko - mruknęła sobie w twarz. - Jesteś z siebie zadowolona?
Skrzywiła się na siebie samą i z prychnięciem się odwróciła. Nie miała ochoty nawet na siebie patrzeć. W swoim odbiciu widziała swoją zbrukaną dumę, swój honor, który został w skarbcu wielkiego chińskiego banku i nie potrafiła tego znieść.
Wysuszyła włosy, spięła w wysoki kucyk i ubrała się w ubrania, które przygotowała jej Edit. Zorientowała się, że najprawdopodobniej jest to jeden z uniformów WDŚ. Alyn miał podobny. Tylko oczywiście męski.
Zaśmiała się na tę przepaść, która mimo tylu lat nadal się nie wyrównała pomiędzy obiema płciami. Zawsze kobiety uznawano, albo za pożyteczne kury domowe, albo ozdoby, które powinny być pełne taktu i oślepić innych pięknem. Jakże rzadko zdarzało się, aby mężczyzna inaczej na nią spojrzał, po opuszczeniu etapu zauroczenia i zakochania.
Arissa taka nie była. Ona nie była stworzona do życia w zaciszu domowym. Ani nie była ozdobą, chociaż była piękna i o tym wiedziała. Ona swoje atuty czyniła swoją największą i najgroźniejszą bronią. Wystarczyło dać jej trochę czasu i czerwoną szminkę, a mogła uwieść kogokolwiek.
Pomalowała się i wyszła z pokoju. Tuż za drzwiami stała Edit, czekając na nią z założonymi rękami.
- Dłużej się nie dało? - spytała łamanym angielskim.
- Wiesz, znam rosyjski, możesz mówić w swoim języku - mruknęła złodziejka.
Edit zaczerwieniła się na uwagę dziewczyny. Nie lubiła przyznawać, że czegoś nie potrafi.
- Co to za fryzura? - spytała, wracając do rosyjskiego. - Twoja pozycja takiej nie przewiduje. Siadaj.
Nie czekając na odpowiedź Arissy usadowiła ją na skraju łóżka i wzięła kilka wsuwek oraz grzebień. Przez chwilę szarpała się z kołtunami, a potem ułożyła włosy w gładki kok. Zbyła niemrawe podziękowanie i wyprowadziła Arissę do pokoju, w którym były na początku. Alyn, widząc zbliżające się dziewczyny pożegnał się z rozmówcą i się rozłączył.
- Już myślałem, że będziesz chciała mnie zaskoczyć i uciekniesz. Nie spodziewałem się, że będziesz taka potulna - zaszydził.
- Od kiedy to agent specjalny chce, aby jego więzień uciekł? - odcięła mu się.
- Jesteś więźniem na własne życzenie. Gdybyś wybrała drogę sprawiedliwości, to nie wyglądałoby to tak jak teraz. Mogłabyś nawet dołączyć do WDŚ, pasuje ci nasz mundur - stwierdził.
- Trochę już na to za późno, wiesz? - syknęła rozdrażniona.
Denerwowała ją jego pewność siebie i przeświadczenie, że cokolwiek o niej wiedział. Nie wiedział nic. Nie wiedział jaka była jej przeszłość. Ktoś taki jak on - urodzony w normalnej rodzinie, z obojgiem rodziców, pewnie rodzeństwem i psem, nie miał prawa mówić jej o sprawiedliwości.
- Domyślam się. A teraz chodź tutaj. - Wyciągnął z kieszeni jakieś pudełeczko.
Gdy otworzył wieczko oczom Arissy ukazała się piękna bransoletka. Chociaż więcej miała wspólnego z zegarkiem niż samą ozdobą. Łasa na błyskotki dziewczyna chwyciła się za policzki i wyciągnęła rękę.
- Nie spytasz co to? - zaśmiał się Alyn.
W tym śmiechu było coś podejrzanego.
Momentalnie dłoń dziewczyny zastygła w powietrzu i skierowała pełne nieufności oczy na przystojną twarz agenta specjalnego.
- Co to?
Mężczyzna parsknął i wyciągnął błyskotkę z pudełeczka.
- Nadajnik, dzięki któremu nam nie uciekniesz. - wyjaśnił i zapiął urządzenie na nadgarstku blondynki.
Bransoletka zatrzasnęła się i nie było już żadnego sposobu na to, aby ją ściągnąć. Alyn z uśmiechem kiwnął jej swoim zegarkiem przed oczyma.
- Teraz jesteś już całkiem w moich rękach.
Dziewczyna uniosła brwi, ale nic nie odpowiedziała. Chyba można się było tego spodziewać.
Alyn jeszcze raz zlustrował ją uważnym spojrzeniem i odwrócił się do Edit, żegnając się. Zaraz potem obydwoje wyszli i zaczęli iść tym samym korytarzem, którym przyszli. Stamtąd skręcili w prawo w stronę wyjścia.
Lotnisko było pełne ludzi i Arissie zaczynało kręcić się w głowie od natłoku kolorów, głosów i perfum starszych pań. Ignorowała jednak te czynniki najlepiej jak potrafiła i szukała możliwej drogi ucieczki. Jednak bransoletka na nadgarstku nieprzyjemnie jej ciążyła i wiedziała, że dopóki na sobie ją ma, nie ucieknie.
Niedługo potem pod wejście, przy którym czekali podjechało czarne auto z przyciemnianymi szybami. Agent specjalny otworzył drzwi i wpuścił złodziejkę pierwszą.
- Pod Biały Dom - rzucił Alyn, rozsiadając się.
Arissa oparła głowę na szybie, choć wciąż pozostawała czujna. Rosja. Jak ona nie przepadała za tym krajem. Ich banki były dla niej kolebką, jej późniejszych akcji. Poza tym jej dotychczasowa wspólniczka była Rosjanką.
I ją zdradziła.
Nie. Nienawidziła Rosji. Miała gdzieś bogatą kulturę barbarzyńców i unikatowy folklor. Choć trzeba było przyznać, że Moskwa miała wiele charakterystycznych osobliwości. Zawsze widziała to miasto jako labirynt, coś w czym można było się ukryć. Dziś patrzyła na nie z zupełnie innej perspektywy.
W odbiciu szyby spostrzegła, że Alyn się jej przygląda. Patrzył tak przez chwilę, po czym odwrócił się i zajął sprawdzaniem czegoś na laptopie.
Ciekawe o czym myślał. Ciekawe czy zastanawiał się jak ktoś taki jak ona w ogóle mógł skończyć po złej stronie barykady? Czy jest tak sprytna jak mówią? A może po prostu sprawdzał czy nie kombinuje czegoś z bransoletką?
Momentalnie na nią spojrzała i dotknęła jej opuszkami palców. Wyglądała niepozornie. Była złota i błyszcząca. Dopiero wprawne oko mogło dostrzec sieć niewielkich wgłębień pod kryształkami. Podważyła bransoletkę najmniejszym palcem. I momentalnie zegarek Alyna zawibrował, gdy złoto odsunęło się od jej skóry.
- Nie radzę - ostrzegł. - Wszelkie próby pozbycia się tego cacka, będą miały porażajace konsekwencje.
Arissa prychnęła, ale zabrała stamtąd rękę. Irytował ją. Czuła się jak zwierzę w klatce. Wciąż groźna, ale pozbawiona możliwości ataku. I powoli docierała do niej możliwość, że nie uda jej się uciec. WDŚ oznakowało ją jak gołębia, dało jej obrożę jak psu i tresera jak tygrysowi w cyrku.
Minęło czterdzieści minut zanim udało im się dostać przed Biały Dom.
- Byłaś kiedyś w Rosji? - spytał Alyn, gdy dochodzili jednych z drzwi.
Arissa szła obok niego, ale umysłem wciąż stała kilkanaście metrów dalej, obserwując piętrową budowlę i rząd kolumn, podtrzymujących strop. Nie mogła się nadziwić potędze jaką reprezentował.
- A gdzie mnie nie było? - odparła chłodno, przepychając się w drzwiach i trącając jakiegoś pulchnego Rosjanina w bok.
Alyn przeprosił go za nią i chwycił jej ramię, zatrzymując.
- Słuchaj - westchnął. - Jesteś teraz agentką specjalną, moją partnerką. Przydzielono cię do tej misji ze względu na bogatą wiedzę dotyczącą wszelkich zamachów i kradzieży. Zachowuj się jak ktoś z takim życiorysem.
- Człowieku. Nie mam kompletnie interesu w tym jak przy mnie wypadniesz ty, albo twoja durna agencja - oburzyła się, dźgając go palcem w tors. - Chcesz mojej pomocy? W porządku. Ale nie wymagaj ode mnie, abym była kimś kim nie jestem.
- Czyli kim chcesz być, chodząc w tym mundurze? - warknął. - WDŚ to sprawiedliwość. Coś czego twój mały móżdżek nie potrafi pojąć, bo jedyne co znał przez całe życie było niezgodne z wszystkimi zasadami, wszystkich religii świata.
Usta dziewczyny ułożyły się w niejednoznacznym uśmiechu - czymś pomiędzy drwiną, a złością. Odwróciła się, lustrując eleganckie wnętrze siedziby federacji rosyjskiej.
- Na tym świecie - zaśmiała się ponuro, nawet nie obdarzając Alyna spojrzeniem. - Coś takiego jak sprawiedliwość, n i e i s t n i e j e.
Usłyszała sarknięcie partnera i wyprzedził ją, idąc w kierunku windy. Niechętnie, ale podążyła za nim i czuła się przez to źle sama ze sobą. Nie była typem osoby, która ulegała i podporządkowywała się. Ona była królową własnego życia.
Alyn nacisnął przycisk i winda ruszyła w dół, powodując charakterystyczne uczucie u jej pasażerów. Zjechała o jedno piętro i zatrzymała się wydając cichy dźwięk.
Złodziejka wyprostowała się dumnie, wypinając pierś do przodu, gdy drzwi windy się rozsunęły. Zdziwiła się trochę, że spotkanie głów państwa nastąpiło pod ziemią, a nie tak jak się spodziewała na najwyższym piętrze.
Razem wyszli i zaczęli iść eleganckim korytarzem. Ściany były pokryte wypolerowaną drewnianą boazerią. Arissa żałowała, że przez wykładzinę nie słychać stukotu jej obcasów o podłogę. Zignorowała ten fakt i zainteresowała się napisem "politsiya" na żółtych taśmach.
Przed drzwiami stało kilku mężczyzn w policyjnych mundurach. Złodziejka uśmiechnęła się pod nosem, widząc ich zimowe, futrzane czapki. Był kwiecień, a oni byli w ogrzewanym budynku, ale przecież prezencja jest najważniejsza, czyż nie tak?
Kilku z nich skrzywiło się na widok agentów specjalnych. Usłyszała jak pomiędzy nimi przetoczył się szept "amerikanskaya sobaka" i już wiedziała, że nie byli tutaj mile widziani. Cieszyła się za to, że nie tylko ona uważała Alyna za psa.
Stłoczyli się w przejściu, jakby chcieli odciąć ich od sali za drzwiami. Arissa wiedziała co zrobiłaby w tej sytuacji, ale nie wiedziała co może zrobić Alyn. Agent jedynie stanął. Prezentował się dumnie, niczym hrabia lub książę. Zacisnął szczękę i drapieżnie się uśmiechnął. W tym momencie otaczała go aura szacunku. I prowokowała ona policjantów.
Mimo to, odsunęli się, robiąc im miejsce. Był to cichy rozejm, choć pozostawał napięty jak struna. Arissa zdawała sobie sprawę, że powodem były niesnaski polityczne i trochę ją to raziło.
Sala była duża i nowoczesna. Stoliki układały się w literę "U", a na środku stała potężna witryna. W jej środku prawdopodobnie była niegdyś Złota Era. Po pokoju stali rozpierzchnięci policjanci. Nie byli zbyt zadowoleni z widoku Alyna, ale go nie wyrzucili.
- Jak już się pewnie domyśliłaś, Złota Era znajdowała się w tej gablocie - oświadczył agent specjalny.
Podeszli bliżej i złodziejka zauważyła wbitą w pancerne szkło kulę.
- Przed końcem spotkania doszło jednak do nagłej awarii prądu w budynku i światła w pokoju zgasły. Rozległ się strzał i wszyscy padli spanikowani na ziemię. Światło z lamp awaryjnych włączyło się równo po dwudziestu siedmiu sekundach. W tym czasie złodziej zdążył zabrać Złotą Erę i niepostrzeżenie zniknąć.
Arissa zastanowiła się. Potraktowała słowa partnera jak zagadkę, którą musiała rozwiązać. Coś co musiała odgadnąć, mając do dyspozycji jedynie część informacji.
- Kto strzelił? - spytała.
- Strzał padł z tego miejsca. - Podszedł do X'a zaznaczonego taśmą. - Kula wbiła się w szkło pancerne. Osobą, która strzelała był Nikolai Braginski.
- Trzymał pistolet?
- Pistolet WIST-94. Znaleziono go w jego kieszeni. Braginski jest przesłuchiwany, ale zarzeka się, że jest niewinny.
Wywróciła oczami.
- Każdy utrzymuje, że jest niewinny. To nic nie znaczy.
Złodziejka zaczęła przechadzać się po pokoju. Oglądała stoliki, zasłony i ściany. Agent specjalny początkowo myślał, że doznała olśnienia, ale po dziesięciu minutach przeszukiwania zasłony nie wytrzymał.
- Czego ty szukasz?
- Cicho - rozkazała.
Podszedł do niej i zmarszczył brwii. Najlepsi rosyjscy specjaliści zbadali to miejsce. Był pewien, że wszystkie poszlaki zostały znalezione. A tym bardziej nic wartościowego nie mogła znaleźć w zasłonie.
Okno było duże i miało wgląd na podziemny ogród. Rosyjskie władze pewnie chciały w ten sposób utrzymać pozory tego, że wszystko odbywa się w najlepszym porządku.
- Padł tylko jeden strzał? - spytała.
Alyn potaknął, krzyżując ręce na piersi i patrząc na to co robiła jego towarzyszka. Marszczył brwii i ostrożnie obserwował każdy jej ruch. Gdy tak bacznie się jej przyglądał, zwrócił uwagę na to z jaką precyzją i gładkością rozsuwała kolejne fałdy firany.
Nagle do pokoju weszło kilka innych osób. Wszyscy byli ubrani w podobne mundury.
- Agent specjalny Alyn Wysteria! - krzyknął barczysty mężczyzna w średnim wieku.
Wywołany spiął się i momentalnie spoważniał. Arissa nie oderwała się od zasłony, ale zaczęła się przysłuchiwać toczącej się rozmowie.
- Oficer Johnson - wydukał mężczyzna.
Podeszli do siebie i zmierzyli się nienawistnym spojrzeniem.
- A co ty tutaj robisz? O ile wiem, nie zostałeś przydzielony do tej sprawy - zagrzmiał oficer.
Arissa uniosła zdziwiona brwii, ale nie przerwała wykonywanej czynności.
- Owszem - przyznał niechętnie. - Ale przydzielono mnie jako ochronę dla tej młodej damy, która stoi o tam.
Złodziejka niemal wybuchnęła śmiechem na to stwierdzenie i uśmiechnęła się drwiąco. Oficer zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i sarknął prześmiewczo. Wyminął Alyna i ruszył giętkim krokiem w stronę kobiety.
- Chyba jeszcze nie mieliśmy przyjemności się poznać - rzucił, ale w jego głosie nie było ani krzty uprzejmości.
Arissa domyśliła się, że kimkolwiek był ten mężczyzna, musiał być kimś za kim nie bardzo przepadał Alyn.
Podobno wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Dlaczego więc by nie spróbować przeciągnąć Johnsona na swoją stronę? - pomyślała z uśmiechem.
- Naturalnie. Zapewne zapamiętałabym taką osobistość jak pan - oznajmiła namiętnie.
Twarz oficera nie drgnęła nawet o milimetr. Może to jednak nie jest najlepszy pomysł? Za to wywołała reakcję u agenta specjalnego, który zbladł i w następnej sekundzie zaczął pokazywać jej migowym, jak bardzo będzie miała przechlapane jeśli nie przerwie tej konwersacji.
- Oficerze Johnson - odkaszlnął znacząco Alyn, na miny które stroiła w jego stronę złodziejka. - Pozwól mi proszę przedstawić panią Arissę. Specjalistkę do spraw zamachów i kradzieży.
- "Specjalistkę" powiada pan. - Oczy Johnosa zwęziły się w podejrzliwe szparki. Wyglądał tak jakby mógł przejrzeć ją na wskroś. Twarz blondynki nie wyrażała jednak nic więcej oprócz rozbawienia tą sytuacją. - Nigdy pani tutaj nie widziałem.
- No cóż, dziwne by było jakbyś widział. Dopiero co tutaj dotarłam - skwitowała bezczelnie.
Oczy niemal wypadły Alynowi z orbit na okazany brak szacunku. Pobladł jeszcze bardziej, a w następnej sekundzie zaczerwienił się z gniewu i przejechał palcem po szyi, dając dziewczynie do zrozumienia, że jest martwa.
- Jesteś pewny Wysteria, że to osoba, za którą ją podajesz? - spytał chłodno Johnson, odwracając się do mężczyzny.
- Z całą pewnością.
- Oczywiście - parsknęła Arissa. - O proszę, tutaj się schowałaś. Już myślałam, że jej nie znajdę.
Mimowolnie, choć z niechęcią Alyn i oficer odwrócili się w stronę kobiety. Na jej twarzy gościł zwycięski uśmiech. Widząc spojrzenia agentów, podniosła palec do góry i wskazała na niewielką dziurę. Była niemal niewidoczna na tle ciemnego materiału, skryta dodatkowo w fałdach zasłony.
- Znalazła pani dziurę. Gratuluję - przyklasnął jej Johnson, ukradkowo spoglądając na Alyna.
- Dziękuję - przyjęła pochwałę i złagodniała. - Ale mógł pan poczekać z gratulacjami, aż sprostuję wasz błąd.
Mężczyźni obdarzyli ją ciekawskim spojrzeniem, choć nie bardzo wierzyli, że będzie im miała do zaoferowania jakieś logiczne wyjaśnienie.
- Nie padł jeden strzał - oznajmiła pogodnie. - Ale dwa strzały. Oprócz tego mężczyzny na sali, całe posiedzenie obserwował również snajper.
- To niedorzeczne - przerwał jej oficer. - Braginski strzelił z tego miejsca i kula utkwiła w pancernym szkle. Kąt się zgadza. Podejrzewamy, że właśnie ta dziura po kuli mogła mieć coś wspólnego z kradzieżą.
Arissa skoczyła na stolik obrad, zwracając na siebie uwagę całego pokoju. Nie interesowało jej to jednak i zaczęła wodzić wzrokiem po suficie. Żałowała, że nie ma przy niej siostry. Ona by zrozumiała co, jak i dlaczego. Złodziejka miała z tym lekkie trudności.
Ale w końcu jej wzrok padł na klosz lampy z wypaloną dziurą.
- Podobno doszło do zwarcia. Winowajca całego zajścia jest tam.
Wszyscy podążyli za jej wzrokiem i po chwili zaczęto szeptać.
- Snajper rozbił żarówkę, a kula utkwiła w lampie przez co zgasły świata i wybuchnęły pozostałe żarówki. Zbyt ryzykowne byłoby dostanie się do bezpieczników. Dlatego użyto tej metody - wyjaśniła. - A ta dziura po kuli - wskazała na pancerne szkło. - Nie ma nic wspólnego z kradzieżą.
Arissa uśmiechnęła się dumnie, widząc miny zgromadzonych w pokoju.
- W takim razie, jakim cudem złodziej ukradł Złotą Erę? - obruszył się Johnson.
Przybrał surowy wyraz twarzy. Wyglądało na to, że wyjaśnienia kobiety miały dla niego sens, ale wciąż nie mógł zrozumieć pewnych kwestii.
Złodziejka czekała aż padnie to pytanie. Kręcąc biodrami podeszła do witryny i przejechała drapieżnym spojrzeniem po zgromadzonych.
- Otwórzcie ją - rozkazała.
Oficer zacisnął pięści i ostrzegawczo się wyprostował. Dziewczyna była bystra, ale nie oznaczało to, że mogła nim pomiatać.
- Nie da się otworzyć tej witryny - wyjaśnił Alyn, otrząsając się ze zdziwienia. - Jedynym sposobem na to, aby dostać się do wnętrza, jest podniesienie szkła. Co jest niemożliwe dla pojedynczego człowieka. Jest potrzebnych co najmniej sześciu dorosłych mężczyzn.
Przed oczami Arissy stanęła kradzież słynnego Regenta z Paryża. Gdyby nie fakt, że przez przypadek wtedy była świadkiem tej akcji, nigdy by nie pomyślała o podobnym sposobie na przedostanie się przez witrynę. W tym momencie zrozumiała, że w zawodzie złodzieja, niezwykle ważna jest kreatywność.
- W takim razie proszę o podniesienie witryny - zażądała.
Kilka osób wymieniło pomiędzy sobą zdezorientowane spojrzenia, aż w końcu ich wzrok spoczął na Johnsonie. Mężczyzna westchnął i machnął ręką. Na ten znak siedmiu policjantów podważyło ciężką witrynę.
- Arissa. - Tuż obok niej stanął Alyn. - To naprawdę bezsensowne. W mniej niż pół minuty nie da się tego podnieść.
Po dziesięciu minutach udręki policjantom udało się usunąć witrynę i postawić ją z boku, uwalniając stopniowany piedestał.
- Owszem - zgodziła się. - Z tym, że złodzieje wcale nie podnieśli szkła. Ani nie strzelili do niego, aby wydostać Złotą Erę. To była zmyłka.
- Co sugerujesz? - Do Alyna doszedł Johnson, z każdą chwilą rozumiejąc coraz mniej.
- Masz na myśli, że...
Na twarzy agenta specjalnego pojawiło się jeszcze większe niedowierzanie. Arissa bliżej przyjrzała się miejscu gdzie wcześniej stała Złota Era.
- Tak, jak dobrze, że w końcu zrozumiałeś partnerze - zaśmiała się kpiąco i zamaszystym ruchem chwyciła za wierzchołek piedestału, który powinien być przyczepiony do reszty konstrukcji, a następnie rzuciła nim w bok.
Wszyscy wydali jęk zdziwienia. Johnson wlepiał w kobietę szeroko otwarte oczy. Nagle głośno przeklnął, wskazał kilku swoich podwładnych i kazał im przesunąć piedestał. Gdy postument został odsunięty w bok, oczom zgromadzonych ukazała się dziura w podłodze o głębokości większej niż siedem metrów.
- Niewiarygodne - szepnął oficer. - Ale skąd pani o tym wiedziała?
Arissa zaśmiała się pod nosem i oparła rękę na biodrze.
- Z własnego doświadczenia.
Alyn zakrył jej usta dłonią.
- Mówiłem, że to specjalistka - skorygował. - Lepiej chodźmy sprawdzić co jest na dole.
Johnson wydał kilka rozkazów, odwracając się. Wyrzucał słowa szybciej niż z karabinu maszynowego. Arissa stała nad dziurą, patrząc na pojedyncze uchwyty wystające z ziemi. Zapanowało poruszenie i wszyscy rozbiegli się, chcąc wykonać powierzone sobie zadania.
Wtem nagle coś huknęło.
Policjanci padli na ziemię. Arissa nie zdążyła odwrócić się w stronę okna, gdy poczuła jak coś zwala ją z nóg. W kolejnej sekundzie zaczęła spadać w dół. Czas zwolnił. Udało jej się tylko zarejestrować ciemne włosy zanim jej ciało uderzyło o ziemię. Zabrakło jej tlenu w płucach. Przez chwilę nie mogła oddychać i próbowała się chwycić wszystkiego, byleby tylko wydostać się z tej nicości. Zacisnęła rozkołatane ręce na czymś miękkim i odchyliła głowę do tyłu, otwierając usta i zaczerpując gwałtownego oddechu.
Przed oczami stanęła jej feralna noc. Jej wspólniczka ją zdradziła. I przecięła linę, gdy Arissa próbowała uciec. Spadła na ziemię i przeżywała podobny bezdech, do tego teraz.
Musiała nabrać do płuc jeszcze kilka porządnych dawek powietrza, zanim się rozluźniła i zorientowała co się stało.
- Co ty, do cholery, robisz? - warknęła, unosząc się na łokciach i patrząc na Alyna, który się z niej podniósł.
- Strzał był wymierzony w ciebie.
I wszystko nagle do niej dotarło. Ten huk, to był wystrzał. Agent specjalny ją uratował.
- Wow - skomentowała, wstając.
- Nie takiej reakcji się spodziewałem - mruknął, stając obok niej.
Zerknęła na niego.
- Więc co według ciebie powinnam była powiedzieć?
- "Wspaniały agencie spejcalny, ocaliłeś mi życie. Przepraszam, że byłam taka niemiła! Od teraz będę z tobą współpracować!" - Udawał piskliwy głos. - To byłoby w sam raz.
Złodziejka, chcąc nie chcąc się uśmiechnęła.
- W twoich snach.
Z góry rozległy się wołania z pytaniem, czy wszystko dobrze. Alyn uspokoił ich i kazał zabezpieczyć miejsce, z którego padł strzał i materiały z monitoringu. Zaraz po krótkich instrukcjach odwrócił się do partnerki i zaczął iść wzdłuż korytarza.
- Nikomu nic się nie stało. Kula utkwiła w kolumnie - poinformował.
Nie żeby Arissę to szczególnie obchodziło. Bardziej zmartwiła się faktem, że to ona była celem. Wyglądało na to, że cały czas byli obserwowani i narobiała sobie przez to przeciwników.
- Co to za korytarz? - spytała, gdy wyszli z dziury zrobionej w ścianie brukowanego tunelu.
- Zamknięta droga prowadząca do podziemnego parkingu - odparł. - Rozglądaj się, może natrafimy na jakieś poszlaki.
Zbyła jego słowa i wywróciła oczami. Zaczęli iść wzdłuż ściany i ku rozczarowaniu Alyna nie było tam nic, co można by uznać za wskazówkę. Dotarli na parking, gdzie stało morze aut. Arissa stanęła obok agenta specjalnego i gwizdnęła.
- Ale cacka - stwierdziła. - Chyba dopiszemy taki samochód do mojej listy nagród po odnalezieniu tego kompasiku.
- To nie k o m p a s i k - obruszył się. - To cenne urządzenie. Mogłabyś chociaż przez chwilę traktować to poważnie?
Wzruszyła ramionami, przechadzając się pomiędzy pojazdami. Alyn pokręcił pobłażliwie głową i zaczął szukać czegokolwiek, co mogłoby im pomóc. Złodziejka skakała od jednego do drugiego auta, przeglądając się w lusterkach i zaglądając do środka.
- Ale ja jestem piękna - stwierdziła poważnie, uśmiechając się do swojego odbicia.
W tafli lusterka przez przypadek natrafiła na postać siedzącą w jednym z samochodów. Alyn zbliżał się do niej nieświadomy zagrożenia. Nie widział ukrytej kobiety. Blondynka skupiła na niej spojrzenie i rozpoznała kształt pistoletu w jej dłoni. Mierzyła do agenta specjalnego.
- Alyn! - zawołała Arissa, gwałtownie się odwracając. - Padnij!
W tej samej sekundzie rozległ się huk wystrzału i kula tylko cudem ominęła mężczyznę. Pisk opon przeciął powietrze. Samochód zaczął jechać w stronę bramy, omal nie tratując leżącego agenta.
- Podejrzani, uciekają w stronę wyjścia z parkingu, numer rejestracyjny... - Alyn podniósł się z ziemi, jednocześnie podając namiary na pojazd do komunikatora.
Arissa nie czekała ani chwili i zaczęła biec ile sił w nogach. Była pewna, że ci ludzie mają związek z kradzieżą. Byli jej szansą na szybkie pożegnanie się z bransoletą i tą głupią umową. Gdyby tylko udało jej się dotrzeć do panelu sterowania i zamknąć bramę!
Biegła i biegła, ale nie miała szans na to, aby przegonić samochód. Auto wyprzedziło ją.
A Arissa zamarła i nogi nagle się pod nią załamały, gdy zobaczyła kto w nim siedział. Potknęła się, przewróciła i przeturlała kilka metrów do przodu, zatrzymując się na jednej z kolumn.
Dyszała i już kompletnie nic nie rozumiała. Wstała i zignorowała ból w kolanach. Przeklnęła głośno i patrzyła jak pojazd przejeżdża przez bramę.
- Wsiadaj.
Nagle obok niej podjechało auto, które prowadził Alyn. Chociaż sytuacja wymagała najwyższego skupienia, Arissa nie mogła powstrzymać się od przyjrzenia pięknu samochodu. Otworzyła drzwi i wsiadła do środka. Gdy tylko poprawiła się na siedzeniu, agent specjalny dodał gazu i zaczął pędzić za zbiegami.
Szybkość z jaką jechali, przypomniała złodziejce ryzykowniejsze akcje, których się podejmowała i z których też musiała uciekać. Na jej policzki wstąpiły wypieki podekscytowania. Uwielbiała adrenalinę.
Na chwilę zapomniała o szokującym odkryciu, którego dokonała. Wiedziała jednak, że coś się nie zgadza i było to pozbawione logiki.
- Widzę ich! - krzyknęła wskazując na czarny samochód.
Alyn przyspieszył, omijając w miarę możliwości innych uczestników ruchu drogowego. Ścigany pojazd wjechał w boczną uliczkę. Jednak agent specjalny ominął wąską drogę i jechał dalej na prosto.
- Co ty najlepszego wyprawiasz, durniu!? - wrzasnęła kobieta, na przemian patrząc w lusterko i na partnera. - Przez ciebie ich zgubiliśmy!
- Tylko tak ci się wydaje - zaśmiał się. - Patrz.
Wróciła wzrokiem na drogę i faktycznie - czarny samochód, który gonili wyjechał z boku. Co więcej nie spodziewali się takiego zagrania.
Alyn dodał gazu, a kilka aut na niego zatrąbiło. Złodziejka przegryzła dolną wargę z podekscytowania, gdy oba samochody zrównały się ze sobą. Szyby od strony pasażera były przyciemnione, ale Arissa zdawała sobie sprawę z tego kto tam siedzi.
- Chwyć kierownicę - rozkazał Alyn, otwierając szybę.
- Co mam zrobić? - jęknęła.
- Kieruj tym cholernym autem przez kilka minut - podniósł głos.
Nie czekając na odpowiedź blondynki zaczął wysuwać się przez okno na dach. Arissa dopadła do kierownicy i przeklnęła. Nie była to wygodna pozycja. Serce biło jej młotem, gdy usłyszała skowyt przejeżdżającej obok ciężarówki. Gdy Alyn w końcu wydostał się na zewnątrz, wsunęła się na jego miejsce.
Agent specjalny był szkolony do tego typu akcji. Czekał jedynie na odpowiedni moment aż samochody się do siebie zbliżą.
I gdy taki nastał, nie wahał się ani chwili. Jego stopy odczepiły się od białej powierzchni. Po kilku przerażająco krótkich sekundach wylądował na masce ściganego samochodu. Nie miał czasu na zobaczenie kto tam siedział. W tej samej sekundzie, w której skoczył na dach, rozległ się wystrzał i przednia szyba pokryła się białą pajęczyną pęknięć.
Samochód ostro skręcił, niemal zrzucając Alyna na ziemię. Z trudem utrzymał się w miejscu i nie spadł. Miał jedynie chwilę, żeby się zorientować, że teraz jadą po prawie opustoszałym placu budowy. Wyboista droga nie ułatwiała mu pracy.
Kolejne strzały podziurawiły sufit auta. I wśród zgiełku tego wszystkiego usłyszał jeden dźwięk, na który czekał.
Odgłos pustego magazynku.
Alyn przesunął się po gładkiej powierzchni i chciał wykorzystać pajęczynę pęknięć na przedniej szybie. Skoczył na maskę i kolbą pistoletu uderzył w szkło. Przez dziurę zobaczył niewyraźną kobiecą postać i bilety z wystającą literą "L" niedbale rzucone na siedzeniu pasażera. Gdy brał drugi zamach, nagle Arissa wyprzedziła ścigany samochód i gwałtownie skręciła, próbując zagrodzić mu drogę.
- O nie - szepnął Alyn.
Kierowca czarnego samochodu był jednak szybszy. Skręcił pod kątem ostrym, okręcił się wokół własnej osi i zrzucił zdezorientowanego agenta na żółty piach. Zaraz potem, rozpędzając się wjechał w druciany płot, wyrywając go i wracając na drogę.
Mężczyzna odkaszlnął i podniósł się na łokciach. Wstał i podbiegł do samochodu, siadając po stronie pasażera. Arissa na nosie miała założone czarne okulary przeciwsłoneczne.
- Co ty najlepszego wyprawiasz? - syknął jadowicie, zapinając pasy.
Blondynka uśmiechnęła się w odpowiedzi i mocno wcisnęła pedał gazu. Silnik zawarczał i po chwili znowu znaleźli się na jezdni.
- Uważaj, auto, Uwa-Znak!
- Zamknij się. Rozpraszasz mnie - mruknęła, nie przejmując się wciskananymi na ich widok klaksonami.
- Jedzie w stronę mostu Krymskiego - zauważył Alyn. - Mamy szansę go tam złapać. Most jest zwodzony od kilku lat, zaraz będzie się podnosić - zwrócił się do partnerki.
Poprawiła okulary na te słowa i skupiła się na drodze. Tak jak mężczyzna mówił - chwilę później przed nimi znajdowała się podłużna konstrukcja. Arissa dodała gazu. Auto przyspieszyło jeszcze bardziej.
Jednak czarny samochód był już na moście. I dopiero wtedy zaczął bić sygnał ostrzegawczy, mówiący, że most lada moment zostanie podniesiony.
- Cholera - zaklnął Alyn. - Nie dogonimy go.
- Dogonimy - warknęła.
- Nie, nie dogonimy. - Spojrzał na nią gniewnie. - Zatrzymaj samochód.
- Mówię ci, że go dogonimy. - Odwróciła się w jego stronę.
- Słuchaj, ja też chcę odzyskać Złotą Erę i nie musieć się już z tobą użerać, ale na litość boską, prędzej nas zabijesz niż przeskoczysz przez ten most - krzyknął. - Zatrzymaj się.
Czerwona ze złości zdjęła nogę z gazu, ale nie nacisnęła hamulca. Alyn zaczekał aż auto trochę zwolni i zaciągnął ręczny. Samochodem rzuciło w bok i po chwili nie poruszył się nawet o centymetr.
- Jesteś tchórzem - skwitowała, zdejmując okulary i rzucając je na tylne siedzenie.
- Jestem rozsądny - poprawił ją. - A ty lekkomyślna. Gdybyś wtedy nie przerwała mojej akcji to odzyskałbym Złotą Erę. Czy ty w ogóle myślałaś?!
Zacisnęła usta w wąską linię, a jej oczach czaiły się błyskawice. Uderzyła o kierownicę i wyszła z samochodu. Tuż za nią podążył Alyn.
- Gdyby nie ja siedziałbyś teraz dalej w tamtym nędznym pokoju i oglądał iksy na podłodze! - krzyknęła.
- Gdyby nie ja leżałabyś teraz w tamtym tunelu z kulą w głowie! - zauważył kpiąco. - Dobra, przestań się ze mną kłócić.
- Ja się kłócę? - parsknęła. - Ja się nie kłócę. Po prostu pokazuję ci w jakim błędnym myśleniu żyjesz.
Założyła ręce na piersi i zmierzyła go nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Ktoś taki jak ty nie ma prawa mówić mi co mam myśleć, a co nie. - Podszedł do niej i zmroził ją wzrokiem.
Kobieta jednak się nie ugięła. Brązowe tęczówki nie straciły ani krzty bojowości. Uniosła dumnie brodę i uśmiechnęła się krzywo.
- Było od razu, że jestem dla ciebie mniej ludzka, tylko dlatego, że jestem złodziejką - skwitowała.
Mężczyzna odrzucił głowę ze śmiechu i odstąpił. Przeczesał palcami włosy i posłał jej zwycięskie spojrzenie, którego ona nie potrafiła znieść. Było w nim tak wiele pogardy i kpiny, że nie sądziła, że to w ogóle możliwe.
- Masz szczęście, że wiem dokąd zmierza. - Uśmiechnął się. - Zauważyłem bilety do Las Vegas.
Arissa przez chwilę walczyła z niechęcią do tego człowieka. Jak ona mogła pomyśleć o uwiedzeniu go? To najgorsza osoba jaką spotkała w życiu! Jest na równi z Rachel.
W końcu wyzywająco położyła rękę na biodrze i rozpuściła kok, który zrobiła dla niej Rosjanka.
- Masz szczęście, że wiem kto prowadził samochód - stwierdziła, obserwując pojawiający się na jego twarzy grymas.
- Że co? - szepnął, marszcząc brwii.
- Kiedy ty wylegiwałeś się na parkingu, ja próbowałam zamknąć bramę. Jednak auto mnie wyprzedziło. - Wzruszyła ramionami. - Dlatego udało mi się zobaczyć kierowcę w przedniej szybie.
Alyn spiął się i wyprostował, czekając na odpowiedź.
- Twoja urocza Rosjanka próbowała cię zabić - zachichotała okrutnie. - To Edit prowadziła ten samochód.

Stany Zjednoczone, Las Vegas kwiecień 2026 rok
Lot do Las Vegas był spokojny, ale długi i męczący. Spędzili prawie czternaście godzin w samolocie i Arissa czuła, że gdy ta cała przygoda się skończy, to odpocznie sobie od wszelakich powietrznych środków transportu.
Jednak urok słynnego Las Vegas całkowicie jej wynagrodził ten czas. Pogoda była słoneczna, powietrze suche i nie padało, tak jak w Moskiwe. Ponad to ludzie też jej się wydawali jacyś przyjaźniejsi. Gdy mijali ich na ulicy, nie byli spąsowiali, ani ponurzy. Niektórzy ignorowali ich całkowicie rozmawiając przez telefon lub słuchając muzyki, ale trzeba zauważyć, że znaczna część odpowiadała na uśmiechy, które słała im Arissa.
- Dlaczego się tak cieszysz? - spytał niewyraźnie Alyn i odkaszlnął.
Zaschło mu w gardle. Zdążył już zapomnieć jakie temperatury zwykły panować w tych miesiącach w tym kawałku świata. Zatrzymali się przy automacie z napojami i kupił sobie zimną colę.
- Dlaczego powinnam się nie cieszyć?
- Zostałaś złapana i wydano na ciebie karę śmierci, a twoja jedyna szansa na odzyskanie twojej przepustki do wolności uciekła i nie wiemy gdzie szukać - określił trafnie, popijając gazowany napój.
- Ponurak - mruknęła pod nosem. - Potrafisz mi zepsuć cały humor, wiesz?
- Od tego jestem - zaśmiał się. - To oznacza, że wykonuję moją pracę dobrze.
Wywróciła oczami. Przeszli przez ulicę i pomiędzy nimi zapanowało milczenie. Dopiero, gdy dotarli pod drzwi hotelu "Tropicana" dziewczyna zaszczyciła agenta specjalnego swoim spojrzeniem.
- Więc co teraz planujemy zrobić?
- Wynająć pokój i odpocząć - uciął, idąc w stronę recepcji.
Po kilku minutach wrócił do niezadowolonej kobiety z kluczykiem. Pomachał jej nim przed oczami. Zirytowana wyrwała mu go z ręki i zaczęła iść korytarzem.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło - stwierdziła, szukając numeru ich pokoju.
- Musimy poczekać, aż WDŚ da nam znać gdzie teraz znajduje się Edit - westchnął, a imię dziewczyny powiedział z dziwnym smutkiem.
Jakby chciał je owinąć w welon troski i nagle wypadło mu z rąk i rozbiło się na tysiące ostrych kawałków. Arissa nie odpowiedziała i znalazwszy ich pokój, otworzyła drzwi kluczykiem.
Przed nimi pojawiła się skromna przestrzeń z jednym podwójnym łóżkiem i ścianami zamalowanymi na żółto. Blondynka skoczyła na posłanie i odetchnęła z lubością. Bolał ją już kręgosłup od tego siedzenia i chodzenia. Alyn tylko pokręcił z politowaniem głową i rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając gniazdka.
- W zasadzie to - odezwała się po dłuższym milczeniu Arissa. - Czy wy macie w ogóle jakiekolwiek podejrzenia kto mógł to zrobić? Ukraść Złotą Erę?
Agent specjalny westchnął i potaknął. Przez chwilę bił się ze sobą czy powinien jej o tym mówić, ale finalnie stwierdził, że skoro mają współpracować to warto ją z tym zapoznać.
- Czerwona Sprawiedliwość - mruknął nazwę tak, jakby parzyła go w język.
Arissa przeturlała się na brzuch i zaciekawiona oparła głowę na ręce.
- To grupa fanatyków dążących do wojny - wyjaśnił. - Kradzież Złotej Ery jest do tego idealną sposobnością. Dowodzi nimi niejaka Fay Pepperton.
Odwrócił laptopa i pokazał Arissie zdjęcie kobiety. Była całkiem ładna, chociaż było w niej coś diabelskiego. Być może to przez czarne włosy, albo żarliwą czerwoną szminkę na ustach. Ewentualnie szramę na poliku.
- Mamy mało czasu jeżeli chcemy ich powstrzymać. Tylko do końca kwietnia.
- Tylko WDŚ szuka Złotej Ery?
- WDŚ ma największe kwalifikacje do tych poszukiwań i jest w nie wtajemniczone z łaski rządu. Wiedza dla innych jest ograniczona dla ich własnego dobra. Nie chcemy paniki - stwierdził.
Gdy chciał wyjaśniać dalej, nagle jego telefon zawibrował. Odebrał połączenie i po kilku przytaknięciach i odpowiedziach, rozłączył się. Arissa nawet nie pytała kto to. Wyczytała z miny mężczyzny, że zaraz się wszystkiego dowie.
- Edit była widziana w Palazzo Casino - oświadczył. - Zbieraj się.
- Człowieku. Dopiero co tu dotarliśmy - jęknęła. - Nie leżę tutaj dłużej niż pół godziny, a ty każesz mi iść.
- Musimy zaopatrzyć się w ubrania. Naprawdę nie mamy teraz czasu na twoje marudzenie - skwitował.
- Ubrania? - Od razu się ożywiła i wstała. - Mogłeś od razu mówić. Ten uniform jest okropny.
- Czy okazanie komukolwiek lub czemukolwiek odrobiny szacunku chociaż raz, zabiłoby cię? - prychnął.
- Szanuję tylko moją siostrę i siebie - stwierdziła.
Chociaż co do ostatniej osoby nie była już dłużej pewna. Nie po tej ogromnej porażce w Chinach.
Las Vegas, Palazzo Resort Casino, kwiecień 2026 rokKasyno było przepełnione ludźmi. Co kilka sekund dało się słyszeć krzyki wygranych szczęściarzy i jęki przegranych bankrutów. W powietrzu unosił się zapach alkoholu i jakiegoś kwaśnego owocu. Pomiędzy stolikami do gier przechodziły kuso ubrane kelnerki. Wszędzie były kolorowe banery i światła, chcąc przyciągnąć do siebie nowicjuszy, jak i uzależnionych hazardzistów.
- Nie rozglądaj się tak - pouczył ją Alyn. - Będziesz wyglądać na zagubioną i inni zobaczą w tobie łatwą zdobycz.
- Dzięki za radę. Lepiej mi powiedz jak zamierzamy odnaleźć Edit.
Zeszli trochę w bok, żeby nieco schronić się przed krzykliwymi błyskami i ludźmi.
- Nie jest sama - ostrzegł. - Podejrzewam, że tutaj dojdzie do wymiany. Widziałaś jej twarz, więc nie może już dłużej udawać naszego sprzymierzeńca. Jest na spalonej pozycji. Rozdzielimy się i przeszukamy pokoje.
- Prymitywna metoda - stwierdziła. - Ale dobra. Spotkamy się za pół godziny tutaj, za tą kolumną.
Zgodził się kiwnięciem głowy i rozeszli się w dwie różne strony.
Arissa była pod wrażeniem atrakcji w tym kasynie. Jej uwadze nie mógł obejść również piękny żyrandol, który wisiał na samym środku pokoju, nad sceną.
Przeszła obok donic z palmami i dotarła do boku pomieszczenia gdzie stały stoliki do gry w ruletkę. Przejechała po nich wzrokiem i dotarła do baru, przy którym krzątało się kilka pań. Wszystko zaczęło się jej mieszać od morza twarzy. Zatrzymała się i na dłużej przyglądała się siedzącym tam osobą.
Kilku eleganckich mężczyzn śmiejących się z kelnerką i popijających whiskey. Trochę dalej para, która wyglądała na taką, która przechodziła kryzys. I w końcu kobieta rozmawiająca z czyszczącą szklanki barmanką. Śmiały się do siebie i wydawać by się mogło, że musiały znać się całkiem dobrze.
Arissa nie mogła oderwać od nich wzroku. Rozpoznawała coś znajomego w jednej z nich. Podeszła trochę bliżej i stanęła za rozłożystymi liśćmi palmy.
Zlustrowała okrągłą twarz barmanki i rumiane policzki. A następnie powiodła wzrokiem po jej jasnych włosach i finalnie zatrzymała się na dużych, błękitnych oczach.
Oczach, które znała.
Momentalnie uderzyła w nią fala gorąca, gdy zdała sobie sprawę z tego kim jest ta dziewczyna. Jej wargi ułożyły się w imię dziewczyny i niezauważalnie się poruszyły.
- Christiana...
Musiała chwycić się ściany, żeby nie upaść. Niestety gwałtownym ruchem ściągnęła na siebie niepotrzebną uwagę. Barmanka, myśląc, że Arissie zrobiło się słabo wyszła zza lady i przeprosiła na chwilę swoją przyjaciółkę.
- Proszę wybaczyć, ale czy nic pani nie jest? - spytała, podchodząc bliżej.
Złodziejka spanikowała. Odwróciła się i zaczęła szybkim krokiem iść w stronę tłumu. Chciała ją zgubić. Nie była w stanie teraz z nią porozmawiać. Zbyt wiele się wydarzyło. Nie miała prawa, aby patrzeć na swoją siostrę, po tym jak ją zostawiła i nie wróciła z niczym, co mogłoby jej to wynagrodzić.
Te wszystkie lata rozdzielenia - zrobiła to dla nich. A teraz wszystko straciła. Sens tego wszystkiego przepadł.
Z myśli wyrwała ją czyjaś ręka, która pociągnęła ją w tył za ramię. Arissa domyśliła się kto to.
- Proszę pani..?
I wtedy głos Christiany się zaciął. Momentalnie zbladła i odsunęła dłoń, widząc twarz złodziejki.
- Wszystko ze mną w porządku - zapewniła blondynka, próbując zapanować nad głosem i zasłonić się włosami.
Nie mogła pozwolić się sobie zdradzić. Nawet jeżeli na widok siostry żal ściskał jej serce, a do oczu cisnęły się łzy. Wiedziała, że po prostu nie mogła.
- Przepraszam, ale - głos Chris drżał. - Czy my się nie spotkałyśmy już gdzieś wcześniej?
Sznur objął szyję Arissy, gdy odsunęła się od dziewczyny.
- Nie sądzę - powiedziała chłodno i czuła, że te zimno w jej głosie może naruszyć delikatne serce siostry.
Nie chciała dłużej jej ranić, więc po prostu odwróciła się na pięcie i chciała odejść. Przerażenie wzrosło, gdy przed oczami przemknęła jej twarz Alyna. Jeśli on się dowie, że cokolwiek łączy ją i Chris, to obie znajdą się w niebezpieczeństwie.
Jednak tym razem barmanka wybiagła przed Arissę i zaczęła się jej bacznie przyglądać. W jej oczach czaiło się tyle nadziei, że złodziejka nie mogła tego znieść. Popchnęła Christianę na ścianę i zmierzyła gniewnym spojrzeniem.
- Czego ty nie rozumiesz? - syknęła. - Zostaw mnie w spokoju. Nie jestem twoją siostrą. Dotarło?!
Z tymi słowami gwałtownie się odwróciła i zaczęła znikać w tłumie.
- Nigdy nic nie wspominałam o siostrze - dobiegł zza niej głos Christiany.
Cholera.
Cholera, powiedziała za dużo.
Ugryzła się w język i przyspieszyła kroku.
Alyn obserwował jak jego partnerka wtapia się w obserwatorów gry w ruletkę. Zostawił ją i wzrokiem wrócił do barmanki, która nerowo zaciskała szczękę. Wyciągnął telefon i zrobił jej zdjęcie, gdy ta się odwracała. Uchwycił jej twarz zaskakująco dobrze. Uśmiechnął się pod nosem i wysłał zdjęcie do bazy, podpisując: "Sprawdźcie ją dla mnie".
Być może całkiem nieoczekiwanie zyskał monetę przetargową.
Wrócił do złodziejki i pociągnął ją w bok. Wyglądała normalnie, choć wprawne oko Alyna uchwyciło wzdrygnięcie kobiety.
- Znalazłem Edit - oznajmił Alyn. - Siedzi z Ivanem niedaleko sceny.
Wypowiadając imię mężczyzny nieznacznie się skrzywił.
- Na co czekamy? - spytała, kierując się w tamtą stronę.
- Pilnują pudełka ze Złotą Erą jak oka w głowie. Nie możemy zacząć strzelaniny i otwarcie im tego odebrać. Musimy do tego podejść sprytnie - stwierdził.
Arissa zastanowiła się przez chwilę i spojrzała na scenę.
- O której zaczyna się występ?
- Nie wiem czy dzisiaj w ogóle zaczyna się jakiś występ - jęknął nerowo. - A czemu?
- Słuchaj. - Uśmiech rozjaśnił jej twarz. - Ja zajmę się odwróceniem ich uwagi, a ty masz się do nich podkraść, jasne?
- To oklepane - stwierdził. - Robią tak we wszystkich filmach szpiegowskich, o i wiesz co? To nie działa. Kto miałby na tobie zawiesić wzrok? Edit, Ivan? Wow, zobaczą agentkę specjalną i jak myślisz co zrobią?
- Hej - zawołała. - Masz lepszy pomysł? Pozwól mi działać i rób swoje, spoko?
Mruknął niewyraźną zgodę pod nosem i ruszył w stronę Rosjan. Jak zwykle był niezwykle ostrożny i upewnił się, że pozostaje w cieniu. Dopiero, gdy znalazł się wystarczająco blisko, schował się za posągiem i czekał na ruch Arissy. Minuta mijała za minutą i agent zaczął stukać nogą o posadzkę.
Wtedy rozległa się muzyka i nieco przyciemniono światła w kasynie. Oczy wszystkich zwróciły się w stronę podwyższenia. Ktoś wszedł na scenę i Alyn rozpoznał czerwoną sukienkę partnerki. Na twarzy miała białą maskę, a za nią wkroczyły kolorowo ubrane tancerki.
Jedna z nich zaprosiła wzystkich do obejrzenia krótkiego występu i wtedy tłum niechętnie odrywał się od gier i odwracał od stołów. Oczy Edit i Ivana również zwróciły się w tamtą stronę, pozwalając Alynowi na przemknięcie się. Mężczyzna wślizgnął się za ladę baru, przy którym siedzieli i powoli oceniał sytuację.
Rojanka kurczowo trzymała pudełko w swoich rękach, a jej drobne ciało zasłaniał Ivan, obejmując ją ramieniem. Nawet jeżeli mężczyzna skupił się na występie, to Edit pozostwała spięta i czujna.
Alyn zerknął na chwilę na scenę, sprawdzić jak idzie Arissie. I ku jego zdziwieniu, wyglądało na to, że radziła sobie świetnie. Nawet jeśli z lekkim opóźnieniem, to i tak nieźle naśladowała ruchy tancerek. Kręciła się wokół własnej osi i jej włosy wirowały razem z nią, tworząc wokół niej coś na wzór złotego nimbu.
Agent specjalny skamieniał, obserwując jej występ. W tej samej chwili, w której się otrząsnął, żyrandol nad sceną zrobił gwałtowny ruch w dół. Błysnął światłem i ludzie zaczęli się rozpraszać jak spłoszone mrówki. Uśmiech Arissy odcisnął się w jego umyśle.
Ivan i Edit wstali i Alyn w ostatniej chwili zdążył rzucić w stronę Rosjanina niewielką pluskwę śledzącą.
W następnej sekundzie salę ogarnęła panika. Muzykę z głośników zagłuszyło masowo pękające szkło i krzyki. Edit i Ivan zaczęli uciekać w stronę schodów ewakuacyjnych. Alyn miał się rzucić do pościgu, ale nagle się zatrzymał i zawahał. Patrzył jak Rosjanie znikają za drzwiami i z przekleństwem na ustach, odwrócił się i pobiegł szukać Arissy.
Wszczęła się panika i zapanował chaos. Niektórzy pomagali innym, a niektórzy uciekali. Alyn zobaczył blondynkę siedzącą wśród miliona szklanych szpilek i nie zważając na szkło, przeszedł po nim.
- Hej, ty - dopadł do niej. - Nic ci nie jest? Co to było?
Pokręciła głową i wstała, pozwalając by partner przeprowadził ją po odłamkach.
- To nie było oklepane, co? - mruknęła prześmiewczo.
Spojrzał na nią jakby była szalona. Nawet nie pytał jakim cudem udało jej się naruszyć żyrandol.
- Gdzie są Edit i Ivan? - szepnęła. - Odzyskałeś Złotą Erę?
Westchnął i chwycił ją za nadgarstek, rzucając się do biegu. Domyśliła się odpowiedzi.
Wybiegali na opustoszałą klatkę schodową, którędy wcześniej uciekli poszukiwani. Nie było tam innych ludzi, bo wszyscy woleli uciekać w stronę głównego wyjścia.
- A niech to - warknął Alyn, wyprzedzając dziewczynę i zekakując ze schodów.
Zła, że ją zostawił popędziła w jego ślady. Ale wtedy przed nią pojawiła się jakaś smuga i w następnej chwili została odrzucona na ścianę. Zdezorientowana uchyliła się w ostatniej chwili przed ciosem i spojrzała na napastnika.
Młody mężczyzna, elegancko ubrany, jeden z tych którzy przy barze popijali whiskey. Zacisnęła szczękę i zamachnęła się, aby go uderzyć. Było w nim coś nienaturalnego. Chociaż cios był wymierzony z największą precyzją, to jego mina nie zmieniła się ani o milimetr. Wyglądał na niewzruszonego. Uniósł pięść nad głowę i Arissa gorączkowo szukała ucieczki.
Kucnęła w tej samej chwili, w której rozległ się strzał i zamknęła oczy.
Ciało mężczyzny osunęło się w dół i padło z głuchym jękiem przed blondynką. Z rany z tyłu głowy wypływała czarna ciecz. Arissa spojrzała na jego twarz i uchyliła usta, widząc jak bardzo beznamiętną ma minę, nawet po śmierci. Podniosła wzrok i spotkała ciemne oczy Alyna, który powoli opuszczał broń.
Wstała powoli i przeszła zwłoki, po czym mozolnie zeszła po schodach. Dopadła do agenta i przyszpiliła go do ściany.
- Kim on był? - warknęła. - Nie musiałeś go zabijać. Mówisz, że to ja jestem mało ludzka, ale ja nigdy nie ukradłam czyjegoś życia.
Usta Alyna rozszerzyły się w niejsanym grymasie - czymś pomiędzy uśmiechem, a kpiną.
- Gdybym tego nie zrobił, to on zabiłby ciebie - zauważył trafnie.
- Ty coś wiesz - szepnęła podejrzliwie, przysuwając do niego bliżej twarz. - Co z twoim silnym poczuciem sprawiedliwości? Przestało się liczyć, czy może poczuwasz się Bogiem, aby decydować kto ma żyć, a kto umierać?
Chwycił jej ręce i gwałtownie odsunął w bok, a następnie sam przyszpilił ją do ściany. Arissa nie wyglądała jednak na ani trochę zaskoczoną. Wciąż piorunowała go wzrokiem.
- Czym tak naprawdę jest Złota Era?
Te pytanie go zdziwiło, ale szybko na jego twarz powróciła maska spokoju. Westchnął i odsunął się trochę.
- Jesteś bystra, co? - stwierdził. - Źle cię oceniłem. Może nie jesteś aż taka głupia.
- Dzięki - prychnęła. - Ale teraz żądam wyjaśnień.
Przejechał ręką po włosach i odchylił głowę do tyłu, aby chwilę pomyśleć. W końcu schował ręce do kieszeni swojej marynarki, nie zwracając uwagi jak mało elegancko to wygląda, gdy był pobrudzony czarną krwią.
- To jest Złota Era - wskazał na ciało.
- Ten mężczyzna?
- Nie - sarknął kpiąco. - Nie do końca. Widzisz, Złota Era to kod. Prawidłowe algorytmy, które są potrzebne do stworzenia tych urządzeń - wyjaśnił, wracając wzrokiem do Arissy. - To androidy. Potężne maszyny wojenne, albo najwięksi sprzymierzeńcy ludzkości. Miały być czymś w rodzaju zastawu o pokój pomiędzy Rosją, a USA. Jednak, gdy zostały skradzione oba kraje obwiniają siebie nawzajem.
Złodziejka rozdziawiła usta i przez chwilę analizowała słowa agenta. Dotychczas myślała, że wojna jest jedynie pretekstem, aby nastraszyć drugą stronę. Nie sądziła, aby rządy były takie głupie i wszczęły wojnę z powodu zwykłej, choć bardzo ładnej, błyskotki.
Ale tu chodziło o coś znacznie większego. Gra toczyła się o militaria i wiedziała, że żadne z państw nie odpuści.
Przez ten cały czas balansowała z Alynem pomiędzy nuklearną katastrofą, a pokojem. I byli jedynymi, którzy mogli to powstrzymać. Jeśli się im nie uda świat utonie we własnej krwii.
A wśród niewinnych ofiar może być Christiana.
Alyn wyczytał z jej twarzy jak wielkie wrażenie wywarła na niej ta informacja. Jego wyraz twarzy złagodniał i na chwilę zamknął oczy.
- Nie możemy sobie pozwolić na to, aby nam kolejny raz uciekli - oświadczył cicho. - Mam ich sygnał, ale niewiadomo na jak długo. Musimy się pospieszyć.
Kiwnęła niemrawo głową i razem opuścili kasyno, pod którym zaczęli tłoczyć się gapie i zjeżdżała się policja.
Gdy wrócili do pokoju, Arissa z żalem spojrzała na łóżko. Liczyła na chociaż jedną normalną noc. Miała już dosyć spania w trasie. Ale wiedziała, że tym razem może się poświęcić i wyśpi się za wszystkie czasy, gdy już odzyskają zgubę.
- Jadą na południe - oznajmił Alyn, ukradkiem śledząc trasę zbiegów na laptopie.
W drugiej ręce trzymał telefon i rozmawiał z dowództwem WDŚ.
Gdy skończył pomiędzy nimi zapanowała głucha cisza.
- Więc? - dopytała kobieta, korzystając z ostatnich chwil relaksu.
- Do pół godziny dotaniemy samochód - oznajmił, zabierając porozrzucane po pokoju rzeczy.
Arissa przez chwilę obserwowała jego kocie ruchy. W pewnym momncie głośno wypuściła powietrze i wbiła wzrok w materac.
- Byłam ignorantką - jęknęła, na tyle głośno, aby agent ją usłyszał. - Nie powinnam była lekceważyć sprawy.
- Chwila. - Alyn odwrócił się zdezorientowany. - Czy ty mnie przepraszasz?
Parsknęła śmiechem.
- Przepraszać? Ciebie? Nie. - Z uśmiechem obserwowała jak jego twarz wykrzywia się w grymasie. - Ale przyznaję się do błędu. Od teraz będę współpracować.
- Cieszę się, że to zrozumiałaś.
W jego obliczu, pogrążonym w półmroku Arissa zauważyła coś intrygującego. Po raz pierwszy zobaczyła go jako towarzysza swojej niedoli. Z tą różnicą, że nie miał na sobie obroży i cierpiał w klatce dobrowolnie.
- Jednak - zaczął, podchodząc do niej. - Nie robisz tego dla świata, prawda?
Kucnął przed nią i lustrował jej twarz, szukając czegoś co mogłoby ją zdradzić.
- Robię to dla własnej wolności - skwitowała chłodno, kładąc ręce na materacu.
- Podejrzewam, że w twoich działaniach kryje się coś znacznie głębszego - oznajmił. - Coś na przykład... r o d z i n n e g o.
Arissa skamieniała i pobladła. Czuła, że widział Christianę, ale miała nadzieję, że jej okrutne zachowanie go zmyli. Alyn się do niej uśmiechnął. Podobało mu się to co zobaczył na jej twarzy.
- Nigdy bym nie sądził, że potrafisz zrobić taką zmartwioną minę - zaśmiał się perliście. - Więc ta słodka blondynka z kasyna, to naprawdę twoja siostra, huh?
- Nie masz prawa mówić, że jest słodka, ty okro-
Uspokoił ją ręką i usiadł na podłodze.
- Nie wydam jej - zadeklarował.- Przysięgam.
Arissa zawahała się, ale w końcu westchnęła. To nie tak, że ufała mu w jakiekolwiek przysięgi, ale skoro już wiedział, to okłamywanie go, mogło go jedynie sprowokować. A do tego nie mogła dopuścić.
- Tak. To moja siostra - przyznała. - Ale nie miałyśmy kontaktu od dawna. Ona nie ma absolutnie nic wspólnego z wszystkim co robiłam. Jest niewinna.
Alyn milczał przez chwilę.
- Musisz ją naprawdę bardzo mocno kochać skoro bardziej martwisz się o jej życie niż o swoje własne - skwitował, podnosząc się.
- Czy to nie oczywiste? - prychnęła. - To moja siostra. Zrobiłabym dla niej wszystko.
Coś drgnęło w agencie. Jakby słowa kobiety oplotły go i nie pozwoliły oddychać. Potrząsnął głową i przyłożył dłoń do brody, myśląc.
Zasadniczo wiedział już wszystko o Christianie Vastros. Urodziła się w niewielkim miasteczku na północy kraju i skończyła wszystkie poziomy edukacji. Jej rodzice zginęli, gdy miała trzynaście lat i od tego momentu mieszkała u ciotki.
Jednak nie było tam ani słowa o siostrze. Więc Christiana i Arissa nie mogły być biologicznym rodzeństwem. Ale wyglądało na to, że były ze sobą niezwykle zżyte skoro nawet teraz na sam swój widok niemal płakały.
Gdy Alyn przypomniał sobie ból zarysowany na twarzy złodziejki, gdy odepchnęła barmankę, coś ukuło go w plecy. A potem kolejny raz i kolejny. I wiedział, że to miliony igieł poczucia winy, przypominających, że złamał obietnicę, zanim jeszcze cokolwiek obiecał.
- Wyglądasz tak jakbyś nie podejrzewał mnie o to, że może mi na kimś zależeć - obruszyła się.
Parsknął śmiechem.
- To prawda. Wybacz. Teraz to ja przyznaję się do błędu.
Odwzajemniła uśmiech.
- Wiesz co? Jednak nie jesteś takim głupim kundlem, jak myślałam. - Posłała mu oczko.
- Wow, nigdy nie sądziłem, że spotkają mnie takie miłe słowa z twoich ust.
Jednak gdzieś pomiędzy jednym ukradkowym spojrzeniem, a wymienionym uśmiechem, Alyn wiedział, że nie jest ich wart.
- Zbierajmy się - poleciła blondynka, idąc w stronę drzwi.
Chciał zasłużyć na przebaczenie i naprawić to co zepsuł.
Spojrzał na swoje nikłe odbicie w wygaszonym ekranie laptopa i obiecał sobie, że zapewni im bezpieczeństwo.
Ale, aby mógł to zrobić, potrzebował Złotej Ery.
Droga Nogales-Guadalajara, kwiecień 2026 rokWszystko zaczynało być już monotonne. Arissa niesamowicie się nudziła. Jechali tak już od ponad ośmiu godzin i wciąż dzieliła ich co najmniej godzina od Edit i Ivana. Kierowali się na południe w stronę Meksyku i według mapy, niedługo powinni przekraczać granicę. Prawdopoodbnym miejscem, do którego jechali było Hermosillo.
Z braku lepszych zajęć i rozrywek, wdała się w pogawędkę z Alynem. Chociaż na początku rozmowa im się nie kleiła, to gdy na scenę wkroczył temat o sprawiedliwości i niemoralności, nagle obydwoje mieli wiele do powiedzenia. I tak mijały im kolejne godziny. Jedyni na pustej, stepowej drodze. Dopiero późnym wieczorem natrafili na ślad ludzkiego życia w postaci przydrożnego baru.
- Zatrzymaj się - zawołała kobieta.
- Nie mamy na to czasu - skwitował mężczyzna.
- Mój umysł to wie - rzekła poważnie. - Ale pęcherz nie, więc jeśli cenisz sobie te auto, lepiej rób co mówię.
Zirytowany wywrócił oczami i skręcił w stronę wjazdu.
- W sumie i tak musimy zatankować - westchnął. - Tylko się pospiesz.
Wyszła z samochodu zanim zdążył dokończyć zdanie i ruszyła w stronę łazienek. Alyn uniósł lekko kąciki ust w górę, obserwując jak jej sylwetka znika za drzwiami.
Zatankował i poszedł zapłacić. Gdy wrócił Arissy nadal nigdzie nie było. Zaniepokojony spojrzał na swój zegarek i stwierdził, że kobieta nadal miała na sobie bransoletkę. Pokonał odległość od samochodu do toalety w mniej niż pięć sekund.
- Arissa?
Nikt mu nie odpowiedział. Łazienka była pusta.
Siarczyste przekleństwo opuściło jego usta i gdy miał kontynuować poszukiwania na zewnątrz nagle na kogoś wpadł.
- Uważałbyś trochę - oburzyła się Arissa.
Mężczyzna przejechał po niej wzrokiem jakby była duchem. W końcu odkaszlnął, poprawił marynarkę i na twarz powróciła mu maska spokoju.
- Jeśli już skończyłeś buszować po damskiej toalecie, to chodź. - Podparła się pod boki i razem z Alynem wyszła z toalety.
Poprowadziła go zamiast do auta, to do niewielkiego stolika w rogu zajazdu. Agent nawet nie wiedział kiedy porwała dwie podniszczone karty dań. Wepchnęła mu jedną do ręki i oparła policzek na ręce.
- Arissa, nie mamy na to czasu - westchnął karcąco. - Myślałem, że już zrozumiałaś jak wiele od nas zależy.
Wywróciła oczami i założyła nogę na nogę.
- Nie przydam się światu, jeśli umrę z głodu - bąknęła. - Skoro Edit i Ivan i tak mają dostarczyć Złotą Erę do Hermosillo, to muszą tam najpierw dojechać, a wciąż dzielą ich od tego jakieś trzy godziny - zauważyła.
- Co nie zmienia faktu, że to my zatrzymamy się w miejscu i zamiast dogonić ich za godzinę, dogonimy ich za dwie - odciął się.
- W takim razie nie trać czasu i zamawiaj to co chcesz. Ja płacę.
Uniósł brwii na ostatnie słowa i tylko pobłażliwie pokręcił głową. Nawet nie pytał skąd miała pieniądze. Czuł, że nie chce wiedzieć kogo i gdzie okradła.
Po krótkiej chwili złożyli zamówienie u młodej kelnerki. Arissa zerknęła jak Alyn bawi się słomką od swojego napoju i przez chwilę przyglądała się uciekającym bąbelkom gazu.
- Zauważyłam, że pijesz same gazowane rzeczy - zagadnęła, zwracając jego uwagę.
Uśmiechnął się, trzymając słomkę w ustach.
- Taki zwyczaj - odparł. - Ja zauważyłem, że lubisz błyskotki.
Wzruszyła ramionami na jego słowa. Nie miała powodu, aby się kłócić. Mówił prawdę.
Minęło około pół godziny zanim otrzymali swoje dania. Kelnerka życzyła im smacznego i wróciła do układania serwetek w innym stoliku.
Lokal był praktycznie pusty i jedynymi klientami była para agentów.
Złodziejka jadła w ciszy, ciesząc się z ciepłego posiłku. Dawno już nie miała w ustach czegoś tak smacznego. Gdy przed sobą miała już tylko pusty talerz, zerknęła na Alyna.
Zamówił omlet. Zwykłe, proste danie, które praktycznie każdy może przyrządzić. Ale jego mina była dziwnie nostalgiczna. Zjadł tylko trochę i od jakiegoś czasu jedynie przyglądał się potrawie.
- Nie smakuje ci?
Wyrwany z zamyślenia podskoczył na krześle i wlepił w towarzyszkę zaskoczone spojrzenie. Jej pytanie docierało do niego kolejną chwilę. Pokręcił głową i wyjrzał przez okno.
- Nie lubię omletu - skwitował.
Arissa spojrzała na niego jakby był głupi, po czym zabrała jego talerz i podsunęła mu swój.
- To czemu go zamówiłeś? Było pełno innych rzeczy - wypomniała mu.
Przez chwilę milczał, katując biedną słomkę.
- To ulubiona potrawa mojego starszego brata. Uwielbia ją - zaśmiał się, wspominając coś. - Pomyślałem, że może ten smak...
Zaciął się i spojrzał na jedzącą Arissę, która zastygła z widelcem w dłoni. Następne słowa nie potrafiły przejść mu przez gardło. Uśmiechnął się ponuro.
- Nie żyje? - spytała.
Milczenie okazało się mówić więcej niż słowa.
- Jak to się stało?
- Czemu cię to w ogóle obchodzi? - parsknął posępnym śmiechem.
- Wiem jak ważna jest rodzina. I wiem co to znaczy kogoś stracić - wymamrotała.
I chciała zweryfikować swoje przypuszczenia dotyczące jego życia. Dotychczas myślała, że był jednym z tych szczęśliwych ludzi, którzy mogli dorosnąć w kochającym domu, z rodzeństwem i psem.
- Został zamordowany - rzekł. - Przez Czerwoną Sprawiedliwość.
Kęs, który przeżuwała zaczął smakować niezwykle gorzko. Podobnie jak wyobrażenie życia Alyna. Niemal się nie zakrztusiła.
Agent specjalny zamilknął i wstał od stolika.
- Wróć do auta jak skończysz - rzucił.
Arissa ugryzła swój policzek od środka, patrząc na jego plecy.
Myliła się. Być może Alyn tak naprawdę nosił obrożę. Ale w przeciwieństwie do złodziejki, nałożył ją sobie sam.

Meksyk, Hermosillo, kwiecień 2026 rok
Zostały dwa dni do odzyskania Złotej Ery. Rozpoczął się najgorszy wyścig z czasem.
Arissa nie miała ochoty podziwiać święta w Hermosillo. Drogi miasta były upstrzone kolorami. Zewsząd dobiegała skoczna muzyka. Ulicami biegały roześmiane dzieci, ciągnąc za sobą wstęgi barwnej bibuły. Niewielkie latarenki zostały rozwieszone pomiędzy słupami.
Gdzieś w tle przewijali się grający na gitarach mariachi w sombrerach.
Pewnie gdyby nie fakt, że gonił ich czas, złodziejka przeszłaby się tymi ulicami. Ale teraz zmierzali do punktu, w którym mieli skonfronotować się ze złodziejami Złotej Ery.
- Już widać katedrę Hermosillo - uprzedził ją Alyn. - Ostrożnie. Mogą gdzieś tutaj być.
Zanim wjechali do miasta, przebrali się w bardziej miejcowe ubrania. Mieli nadzieję, że przez to będą lepiej wtapiać się w tłum, a przynajmniej nie będą wyglądać aż tak podejrzanie.
Katedra była oddalona od zamieszania. Przekradało się tędy jedynie kilka miejscowych osób, prawdopodobnie wracających z zabawy. Oprócz cykania świerszczy i świstu liści, było nad wyraz cicho.
Sygnał pokazywał, że Edit i Ivan byli niedaleko.
Stukot obcasów Arissy stał się dla niej nagle zbyt głośny. Przez chwilę rozważała zdjęcie butów, ale widząc kamienie i szkło potłuczonej butelki, rozmyśliła się.
- Myślisz, że są w środku? - spytała cicho.
Jednak nagle usłyszeli czyjeś głosy dochodzące zza kolumny. Spojrzeli po sobie i ruszyli w tamtą stronę. Alyn wychylił się ostrożnie i zmarszczył brwii, widząc Edit i Ivana.
- Spóźniają się - mruknęła dziewczyna. - Mieli tutaj być godzinę temu.
- Nie martw się - odezwał się Rosjanin, męskim, głębokim głosem. - Zostały już tylko dwa dni. Misja jest już prawie kompletna.
W ręku ściskała pudełko. Pilnowała go tak jak pies pilnuje owiec.
Agent specjalny wrócił do Arissy i kiwnął znacząco głową. Kobieta nie do końca była pewna jak chciał to rozegrać. Jednak, gdy wyciągnął broń, zrozumiała, że to będzie szybka akcja. Wyciągnęła rękę, czekając aż poda jej pistolet. Mężczyzna uśmiechnął się i wzruszył ramionami, dając jej do zrozumienia, że nie ma drugiej broni.
- Zaczekaj tu - polecił.
Zmierzyła go wściekłym spojrzeniem i stanęła na palcach.
- Nikogo nie zabijaj - warknęła mu do ucha.
Odsunął ją i wyskoczył zza rogu. Strzelił raz w górę i wymierzył pistolet w przerażoną Rosjankę. Edit i Ivan wstali z kamiennej ławki i stanęli na baczność. Skrzywili się, widząc Alyna.
- No proszę - zaśmiał się. - Kto by się tutaj ciebie spodziewał, Edit - zakpił.
- Nie szydź ze mnie - ostrzegła. - Chyba, że chcesz, abym roztrzaskała te małe cudeńko pod moim obcasem.
- Zrób to, a nawet słowa mojej partnerki cię nie ocalą - zagroził, zbliżając się do nich.
Edit prychnęła i ukradkowo szukała czegokolwiek, co mogłoby być przydatne. Jednak wyglądała na wykończoną. Była blada, ledwo trzymała otwarte powieki. Ivan nie był w lepszym stanie. Widać, żadne z nich nie było u szczytu sił. Musieli bez przerwy kierować się do Hermosillo.
Arissa miała jednak rację, aby trochę odpocząć.
- Niewiarygodne, że w ogóle miałeś zamiar nas oszczędzić tylko dlatego, że ta dziewucha cię poprosiła - zaśmiała się Edit, niezauważalnie szukając czegoś w kieszeni.
- Nie rób ze mnie potwora.
- Nie musi - odezwał się dotychczas cichy Ivan. - Jesteś potworem. Nie masz w sobie ani krzty litości. Kieruje tobią żądza krwi i zemsta.
Agent specjalny zacisnął szczękę i tylko cudem udało mu się zwalczyć chęć pociągnięcia za spust.
- Kieruje mną sprawiedliwość - odparł sprowokowany.
Arissa, czekająca za rogiem pacnęła się w czoło. On potrafi myśleć tylko o jednym. Wychyliła się i przez chwilę przysłuchiwała się tej bezsensownej wymianie zdań. Wtedy zauważyła nagły ruch w kieszeni Edit. Nie podobało jej się to. Zagadywali Alyna i tak naprawdę odwracali jego uwagę od tego co robią.
Złodziejka rozejrzała się, ale nie było tutaj nic co mogłoby posłużyć za broń. Syknęła pod nosem i sięgnęła do swojego plecaka, wydostając z niego długopis. Zrobiła smutną minę, widząc jak wątle prezentował się jej oręż, ale szybko na jej twarz powróciła bojowość. Wyskoczyła zza muru, trzymając przed sobą długopis.
- Ani ruchu, Edit! - zawołała, próbując naśladować policyjny ton Alyna. - I lepiej pokaż co masz w kieszeni. Inaczej wypiszę sobie na tobie moje imię tym laserowym długopisem.
Agent spojrzał na nią jak na idiotkę, ale o dziwo Rosjanie jej uwierzyli. Obydwoje drgnęli i spięli się. Ivan nawet stanął przed dziewczyną, gotów ją obronić.
- No już, pokaż co tam masz - ponagliła ją Arissa, podchodząc i wciąż trzymając pisak przed sobą. - Odsuń się, niedźwiedziu.
Ivan warknął, ale ostrożnie wykonał jej polecenie. Przeszukała kieszeń dziewczyny, grożąc jej skuwką długopisu przed twarzą. Gdy jej palce trafiły na coś twardego, wyciągnęła ów przedmiot. Uśmiechnęła się pogardliwie i odwróciła do Edit plecami, mierząc niewielkie urządzenie wzrokiem.
- To chyba jakiś przyrząd namierzający - stwierdziła.
- Ariss-
Coś ścisnęło jej ramiona i uniosło w górę. Zaskoczona wypuściła z ręki nadajnik. Kątem oka dostrzegła jak Edit znikała za kolumną.
Alyn zacisnął zęby. Ivan zrobił z blondynki żywą tarczę.
- Goń ją! - wrzasnęła złodziejka, szarpiąc się. - Niedźwiedzia zostaw mi!
Agent nie czekał aż powtórzy polecenia. W tej samej sekundzie, w której skończyła mówić, on rzucił się do biegu. Przez chwilę nie wiedział gdzie uciekła. Chociaż na twarzy utrzymywał pozory spokoju, to jego serce łomotało jak szalone. Są tak blisko, tak bardzo blisko Złotej Ery!
Usłyszał stukot i pobiegł w tamtym kierunku. Edit uciekła do wnętrza katedry. Bez wahania pobiegł za nią i stanął naprzeciwko ozdobnego ołtarza.
W katedrze panował chłodny półmrok. Jedynie księżyc oświetlał ławy i podłogę. Alyn rozejrzał się i zaczął powoli kierować się w głąb kościoła.
- Wiesz Edit - zaczął, a jego głos brzmiał niezwykle posępnie w murach katedry. - Sądziłem, że jesteś akurat taką osobą, która nas nie zdradzi.
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
- Szkoda, że zrezygnowałaś z tej wieloletniej przyjaźni na rzecz swojej fanatycznej organizacji - warknął. - Ciekawe co powie na to twoja matka.
Nagle przewrócił się jeden świecznik. Alyn uśmiechnął się i ruszył w kierunku kolumny, za którym ukrywała się Edit. Jednak ku jego zdziwieniu, tam jej nie było.
Gdy chciał się odwrócić, coś tępego nagle rąbnęło go w głowę. Z sykiem padł na kolana. Poczuł jak Edit próbuje zabrać mu broń z ręki. Odrzucił ramię do tyłu, uderzając ją łokciem w twarz.
Rosjanka zatoczyła się, ale nie dała za wygraną. Naparła na agenta całą masą swojego ciała i przewróciła go. Usiadła na nim okrakiem i znowu sięgnęła po broń. Alyn trzymał ją na dystans ręki. W pewnej chwili odczepił prawą od pistoletu i chwycił ramię zajętej bronią kobiety. Zrzucił ją z siebie i upadła na kolana.
- Sądziłam, że kto jak to, ale ty nie uderzysz kobiety - zaszydziła z niego.
Alyn wstał i wycelował w nią pistolet. Jednak Edit dopadła do wiszącej na ścianie makaty i pociągnęła ją w dół. Ciężki materiał spadł, przykrywając pod sobą obojga. Agent odkaszlnął i nagle poczuł na sobie ręce Rosjanki. Wciąż próbowała go rozbroić.
Wbiła mu kolana w plecy i poczuł na szyi szorstki sznurek. Zacisnęła go gwałtownie, pozbawiając Alyna możliwości nabrania oddechu. Wypuścił z ręki pistolet i zakaszlał. Pod dywanem z każdą sekundą robiło się coraz duszniej i gorzej.
- To koniec, Alyn - zaśmiała mu się z żalem do ucha. - Po prostu się poddaj.
Mężczyzna nagle zwiotczał i przestał się szarpać. Jego ciałem drgnęły ostatnie skurcze mięśni i już się nie poruszył. Edit zaciskała sznur wokół jego szyi jeszcze przez kilka sekund, dla pewności. W końcu rozluźniła uścisk i zrzuciła z nich materiał. W świele księżyca przez chwilę obserwowała jego ciało. Ale wtedy widok się jej zamazał.
Nagle w jej oczach zebrały się łzy. Zacisnęła dłonie na ustach, aby zdławić krzyk. Wstała na chwiejnych nogach. Nie chciała go zabijać. Do końca miała nadzieję, że po prostu się podda. Udało jej się przejść jedynie kilka kroków, po czym nogi się pod nią załamały i już dłużej nie mogła powstrzymywać szlochu.
- Przepraszam - załkała. - Przepraszam, Alyn.
Wyciągnęła Złotą Erę spod ławy i przejechała kciukiem po wieczku pudełka. Zastanawiała się czy to wszystko było tego warte. Łzy ciurkiem spływały po jej policzkach. Otarła oczy wierzchem ręki i pociągnęła nosem.
- Ja też przepraszam. - Usłyszała dźwięk przeładowywania broni i gwałtownie się odwróciła w tył. - Edit.
Kula przeszyła jej pierś.
Wypuściła z rąk pudełko, które przeturlało się w bok. Chwyciła ziejącą krwią ranę i przechyliła się do tyłu, uderzając o posadzkę.
Alyn powoli wstał, choć nogi wciąż miał gąbczaste. Przełknął ślinę i wziął kilka głębokich oddechów. W duchu podziękował bratu za wszystkie sztuczki, których go nauczył.
Podszedł do ciała Edit i przyklęknął, zabierając Złotą Erę. Przez chwilę patrzył jak ucieka z niej życie i jak wlepia w niego pełne przerażenia oczy. W końcu z jej ust spłynęło ostatnie tchnienie.
Przejechał ręką po twarzy i opuścił jej powieki. Ręce ułożył na piersi i odgarnął włosy z czoła.
Odwrócił się w stronę ołtarza, po czym wstał i odszedł.
Lotnisko Hermosillo, kwiecień 2026 rokZłodziejka obserowała odlatujące samoloty. Uśmiechała się do własnego odbicia w szkle. Alyn siedział na jednej z metalowych ławek i popijał colę. Pisał coś na laptopie i jednocześnie pilnował teczki z arcyważną zawartością.
Został im już tylko jeden dzień do oddania Złotej Ery. Za godzinę mieli lot do Londynu, a stamtąd do Moskwy.
- Wiesz nie wiem czy to był dobry pomysł, aby pozwalać niedźwidziowi i Edit tak po prostu odejść - rzuciła, wracając do partnera. - Co jak będą chcieli nam przeszkodzić?
Alyn spokojnie upił łyk napoju i leniwie na nią spojrzał.
- Na twoim miejscu bym się o to nie martwił - rzucił. - Zapewne mają teraz własne zmartwienia.
Przez twarz przeszła mu dziwna fala żalu, ale szybko się opanował i podniósł wzrok, obserwując startujący samolot.
- Alyn - zaśmiała się, klepiąc teczkę. - Uratowaliśmy świat.
Uśmiechnął się.
- Jeszcze nie, ale już niedługo - zapewnił. - Wciąż mamy jeden dzień.
- Chyba pora porozmawiać o mojej nagrodzie - zauważyła. - Wolność, spokojne życie, bezpieczeństwo dla mnie i mojej siostry... ten piękny samochód.
Zakrztusił się colą.
- Nie przypominam sobie wzmianki o nowym aucie.
- Zasłużyłam - stwierdziła. - Zaprzeczasz?
Zastanowił się przez chwilę i przypomniał sobie te wszystkie rzeczy, którym musieli stawić czoła w ciągu tego miesiąca. Uśmiechnął się łagodnie i pokręcił głową.
- Masz rację - zgodził się. - Dobrze się spisałaś.
Kobieta zwróciła na niego zaskococzne spojrzenie i zakryła usta dłonią.
- Możesz powtórzyć, bo chyba nie dosłyszałam?
- Mówię, że dobrze si-
Nagle urwał i zerknął na nią kątem oka, rozumiejąc o co jej chodzi. Zaśmiał się sztucznie.
- Bardzo śmieszne - rzucił.
Parsknęła i obdarzyła go pięknym uśmiechem. Alyn oniemiał i przez kilka sekund, nie potrafił oderwać od niej wzroku. Wypuścił powietrze i odwrócił głowę w inną stronę.
Lot do Londynu odbył się bez opóźnień. Wciąż czekało ich prawie czternaście godzin w samolocie. Jednak tym razem na obojgu spoczywał dziwny spokój.
Odzyskali Złotą Erę. Niedługo to wszystko się skończy i Arissa otrzyma życie, którego tak bardzo pragnęła.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy o tym myślała. Już niedługo będzie mogła wrócić do siostry. Wszystko jej wyjaśni i przeprosi za te wszystkie lata, gdy nie miały kontaktu. Przed oczami widziała radosne wspomnienia z ich domu i pamiętną zabawę w rycerzy. Goniły za sobą z patykami i w pewnym momencie, Chris poślizgnęła się na trawie i przewróciła się, brudząc swoją nową sukienkę. Pamiętała jak ją przytulała, pocieszając i potem sama była cała w błocie.
Ale to były dobre wspomnienia. Przez te wszystkie lata trzymała je zamknięte w głębi swojego serca i nie pozwalała im się uwolnić. Jedynie w chwilach zwątpienia, gdy potrzebowała celu, dla którego powinna dalej walczyć. Wtedy delikatnie uchylała wieko pokrywy i chłonęła wspomnienia beztroskich, dziecięcych dni.
Zatonęła wśród natłoku myśli o tym jak teraz zmieni się jej życie. Nie tylko odzyskała siostrę, ale również zyskała cennego towarzysza jakim był Alyn. Wciąż byli wobec siebie nieufni, ale kroczyli w dobrą stronę. Obiecał, że nie wyda Christiany i Arissa była pod wrażeniem, że nie próbował jej nią zaszantażować.
Nagle poczuła uderzenie w udo i gwałtownie się obudziła i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że zasnęła. Rozejrzała się i spostrzegła, że większość pasażerów śpi. Teczka nadal spoczywała w silnym uścisku Alyna i było spokojnie.
Wtedy agent specjalny niespokojnie się poruszył. Mamrotał coś pod nosem. Jego ręka spoczywała na kolanach Arissy i wyglądało na to, że to ona ją wyrwała ze snu.
Złodziejka wywróciła oczami. Wiedziała, że nawet jakby chciała wrócić do tamtego snu, to i tak jej się nie uda. Założyła ręce na piersi i wyjrzała przez okno. Nie widziała nic oprócz czerni wody i boku białego skrzydła.
Szumiał jej w uszach odgłos silników i odetchnęła.
- Nie.
Spojrzała na Alyna i zauważyła jak nerwowo się krzywi przez sen. Wyglądało na to, że miał koszmar. Zaśmiała się cicho pod nosem i zabrała jego rękę ze swoich kolan, odgarniając marynarkę do łokcia. Chwyciła swój niezawodny laserowy długopis i nakreśliła kilka lini na skórze agenta. Gdy skończyła odłożyła rękę na oparcie siedzenia i przewróciła się na bok.
Zaraz potem zamknęła oczy i wróciła do dni, gdy skakała po drzewach i malowała lalkom Christiany wąsy i brodę.
Wielka Brytania, Londyn, kwiecień 2026Byli w drodze na kolejne lotnisko.
Arissa czuła na sobie podejrzliwe spojrzenia ludzi i nie podobało jej się to. Szeptali, gdy przechodziła i wskazywali na nią palcem jakby była inna. Nie pasująca do normy społeczeństwa.
- Stałaś się gwiazdą, czy tylko mi się wydaje? - mruknął Alyn, gdy jakiś dzieciak zaczął płakać na widok złodziejki.
- Chyba kimś w rodzaju najgorszego przestępcy - zauważyła. - Czemu oni się na mnie tak gapią?
- Pewnie zawrócił im w głowie widok przystojnego agenta, który kroczy u twego boku - zażartował.
Uśmiechnęła się krzywo.
- W takim razie powinieneś oddalić się o jakieś trzy kroki, żeby te napalone samice wiedziały, że jesteś wolny - odparła.
Parsknął śmiechem i spojrzał na jedną z wystaw sklepu elektornicznego. Nagle zachłysnął się powietrzem i zatrzymał.
- A ty co? - mruknęła. - Chodźmy, wszyscy na nas patrzą.
Odwrócił ją w stronę ekranu. Blondynka przez chwilę nie wiedziała o co mu chodzi, ale wtedy zobaczyła tam swoją twarz. Idealnie wyeksponowaną, gdy wkradała się gdzieś i strzelała bez mrugnięcia okiem do strażników. Wyglądało to jak więzienie.
Pod spodem był napis: Groźny przestępca na wolności. Miejcie się na baczności.
Na pasku informacyjnym pisało, że zabiła dwadzieścia osób w czasie włamania do francuskiego więzienia. Proszono o kontakt w przypadku znania jej miejsca pobytu.
Arissa zbladła, nic nie rozumiejąc. Przecież to było niemożliwe, aby włamała się do francuskigo więzienia.
- Alyn...
Agent pociągnął ją do bocznej uliczki i zasłonił ją przed nachalnymi spojrzeniami ludzi.
- To nie byłam ja - szepnęła. - Ja nikogo nie zabiłam.
- Wiem - rzucił chłodno. - To android. Potrafią przybierać twarze ludzi.
Kurczowo objęła się ramionami i przełknęła ślinę.
- Co teraz? Miałam mieć spokojne życie... Christiana, ah, Chris, pewnie już to widziała. Co ona sobie o mnie pomyśli! - jęknęła.
- Naprawimy to - zapewnił. - Ale nie możemy teraz iść na lotnisko. Zatrzymaliby cię. Dam znać WDŚ, aby wysłali po nas samolot. Możemy się nieco spóźnić ze Złotą Erą, ale trudno.
Oczekiwanie na transport niemiłosiernie się dłużyło. Jednak po godzinnych czekania w najmniej uczęszczanych okolicach Londynu, agenci w końcu mogli wsiąść na pokład samolotu.
Nie był specjalnie duży i nie wyróżniał się niczym szczególnym. Alyn na chwilę zniknął w kokpicie. Usłyszała trzy męskie głosy i domyśliła się, że musiał rozmawiać z pilotami. Gdy wrócił w ręku trzymał dwie cole. Podał jedną szklankę Arissie i usiadł naprzeciwko niej. Obok niego na siedzeniu leżała Złota Era.
- Za pokój - uniósł rękę z napojem.
- Za pokój - zawtórowała mu. - I moje nowe życie z pięknym samochodem.
Wymienili znaczące uśmiechy i wypili toast. Arissa odłożyła szklankę na bok i przyciągnęła do siebie nogi.
- Co zamierzasz potem? - spytała.
Wzruszył ramionami i wygodniej rozsiadł się na siedzeniu.
Samolot ustawił się na pasie startowym i przyspieszył. Po chwili oderwał się od ziemi i zaczął nabierać wysokości. Arissa obserowała jak na skrzydłach ustawiają się lotki i przez chwilę zapomniała, że zadała jakieś pytanie.
- Prawdopodobnie nadal będę agentem - skwitował. - Nie za wiele się zmieni.
Kobieta ziewnęła i ze zrozumieniem kiwnęła głową.
- Jesteś zmęczona? - zdziwił się. - Spałaś w samolocie do Londynu.
- Kto spał ten spał. Rzucałeś się w siedzeniu i walczyłeś z jakimiś potworami - mruknęła. - Należy mi się jakieś odszkodowanie za tak problematycznego partnera.
- Chcesz, żebym zabrał cię na kawę do jakiejś kawiarni?
Wybuchnęła śmiechem.
- Nie. Myślałam raczej o drugim aucie.
Alyn napił się coli i pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Czasem jesteś aż nazbyt szczera. - Zastanowił się sekundę i spojrzał na zasypiającą Arissę. - Ale bardzo sobie cenię twoją prawdziwość.
To były ostatnie słowa, które słyszała złodziejka. Zasnęła i głowa upadła jej na szybę.

Norwegia, Helsnes fyr, maj rok 2026
Gdy Arissa się obudziła nie wiedziała kompletnie nic. Samolot stał na ośnieżonym polu, a Alyna przy niej nie było. Czuła jednak, że nie mógł odejść daleko, bo Złota Era wciąż była na swoim miejscu.
Głowa bolała ją zdecydowanie zbyt mocno jak na niewygodną pozycję spania. Otrząsnęła się i wstała na równe nogi, podpierając się ścian.
- Oh, obudziłaś się - zawołał Alyn, wychodząc z kokpitu. - To dobrze. Właśnie szedłem, żeby to zrobić.
- Gdzie my jesteśmy?
Agent zabrał Złotą Erę z siedzenia i poprowadził ją w stronę wyjścia z samolotu.
- Na północy Norwegii - oznajmił. - W tajnej bazie WDŚ.
- Nie mieliśmy lecieć do Moskwy?
Wyszli na zewnątrz i w kobietę uderzył chłód. Objęła się ramionami i podążyła za Alynem. Rozglądała się nerwowo. Nie podobał jej się taki otwarty teren. Jako złodziejka wolała zamknięte przestrzenie, w których mogłaby się schować. Tutaj jednak jedyną niejednostajną formą przyrody były kamienie nad brzegiem wody.
Sama baza była zakamuflowana za górą. Nie miała na sobie żadnych oznaczeń, prawdopodobnie po to, aby nie przyciągać zbyt dużej uwagi.
- Tak, ale przez nasze opóźnienie i twoją twarz w telewizji, skierowali nas tutaj - rzucił niezadowolony. - Chciałem oddać Złotą Erę osobiście Johnsonowi, ale chyba nie można mieć wszystkiego.
Arissa uspokoiła się trochę, wiedząc że Alyn wie co robi. Kroczyła obok niego, dumnie się prezentując. Nie obchodziły jej nawet pokołtunione włosy i prawdopodbnie zmęczony wyraz twarzy.
Gdy weszli do środka przywitały ich okrzyki radości. Arissa uśmiechała się szeroko. Byli witani jak bohaterzy. Wzniosły się oklaski i gwizdy. Kilku agentów poklepało Alyna po ramieniu. Złodziejka zlustrowała swoją widownię bystrym spojrzeniem i zauważyła, że ich mundury nie pasują do mundurów, które miała na sobie z partnerem. Ich miały czerwone, nieprzyjazne elementy.
Zerknęła na Alyna i czuła, że i on to dostrzegł. Pokręcił jedynie głową i przybrał surowy wyraz twarzy.
Mężczyźni poprowadzili ich w gląb bazy i po chwili stanęli przed ciężkimi drzwiami. Weszli do środka i ich oczom ukazało się średnie, ale ładnie urządzone biuro. Pod ścianami stali strażnicy i nieufnie przyglądali się przybyłym. Arissa natomiast podejrzliwie patrzyła na skórzany fotel, który stał odwrócony tyłem do biurka.
Z trzaskiem zamknięto za nimi drzwi i wtedy nastała krępująca cisza. Dopiero po kilku sekundach po gabinecie rozniósł się słodki chichot. Krzesło odwróciło się w stronę agentów. Złodziejka drgnęła, widząc siedzącą tam kobietę. Zmarszczyła gniewnie brwii i pociągnęła Alyna za rękaw.
- To ona! - zawołała. - Fay Pepperton, liderka Czerwonej Sprawiedliwości.
- W rzeczy samej - zgodziła się brunetka.
Wstała z fotela i stanęła przed biurkiem, tak jakby chciała się zaprezentować. Jej twarz nie wyrażała zbyt wiele emocji. Chociaż w oczach czaiło się coś na kształt zwycięstwa.
Była szczupłą i wysoką kobietą. I jedyną skazą na jej pięknym obliczu była blizna rozciągająca się przez jej policzek.
- Nic nie rozumiem - warknęła Arissa. - WDŚ nas zdradziło?!
Spojrzała na Alyna i dostrzegła jak jego maska opanowania powoli się kruszy. Ta sytuacja musiała być dla niego jednocześnie szokująca co dla niej.
- Oddaj mi Złotą Erę. - Wyciągnęła rękę z długimi paznokciami w stronę agenta.
- Jakbyśmy cię posłuchali - parsknęła złodziejka. - Nie uda ci się pogrążyć świata w wojnie. Pewnie już się zorientowali, że coś się stało i są w drodze po nas.
Jednak wtedy Alyn ruszył się z miejsca i podszedł do Fay. Sztywno podał jej Złotą Erę i spuścił głowę.
Arissa nie wierzyła własnym oczom.
- Co... Co? - szepnęła. - Alyn, czy ty... Przez ten cały czas byłeś...?
Coś nie pozwalało jej dokończyć. Liderka Czerwonych podchwyciła jej słowa i po raz pierwszy na jej twarz wpłynął drapieżny uśmiech.
Jeżeli Arissa była tygrysem, to ona z całą pewnością była smokiem. Jej oczy nie wyrażały nic więcej oprócz okrucieństwa. Ścisnęła policzki agenta specjalnego i zmusiła go, aby spojrzał na złodziejkę.
- Przez ten cały czas pracował dla mnie - rzekła spokojnie. - Powinnam ci podziękować, Arisso, że pomogłaś mi zdobyć Złotą Erę. Obawiam się, że gdyby nie ty, to prawdziwi agenci WDŚ, Edit i Ivan by nam przeszkodzili.
Blondynka myślała, że zaraz zemdleje. Przez ten cały czas zamiast pomagać sobie i światu, kopała własny grób. I wraz z sobą doprowadziła ludzkość na skraj wojny.
- Nie wierzę - szepnęła ostro. - Alyn przestań się wygłupiać. Zabierz jej Złotą Erę i uciekajmy stąd. Wytłumaczymy Edit i Iva...
- Edit? - zachichotała melodyjnie.
Alyn spiął się na to imię i nie mógł już dłużej patrzeć na Arissę. Wyrwał się z uścisku Fay i zacisnął szczękę.
- Przykro mi, ale wątpię że cię wysłucha - stwierdziła. - Chyba, że się do niej ładnie pomodlisz.
- O czym ty...
I nagle dotarła do niej okrutna prawda. Wbiła pełne boleści spojrzenie w agenta i zmarszczyła brwii.
- Mówiłeś, że uciekła - szepnęła, a jej głos załamał się. - Ty ją zabiłeś. Zamordowałeś niewinną kobietę!
Odwrócił głowę w bok.
- Cóż, przez przypadek dowiedziała się o tym, że planujemy wykraść Złotą Erę i zdecydowała się zmienić strony. Przy okazji, ciebie też chciała zabić. Powiedziała o zdradzie Alyna dowódzwu, ale nikt jej nie uwierzył, oprócz Ivana i tego kundla Johnsona.
To dlatego oficer patrzył na Alyna takim nienawistnym wzrokiem.
- Udało jej się oszukać moich agentów i odzyskać Złotą Erę. Ale dzięki twojej pomocy nie udało jej się bezpiecznie wywieźć mojego skarbu do Ameryki. Nawet nie wiesz jak wdzięczna ci jestem za znalezienie tamtego przejścia - stwierdziła, kiwiąc z uznaniem głową. - W nagrodę pozwolę ci żyć byś zobaczyła zagładę, którą ludzie sami sobie zgotują.
- Jesteś potworem - warknęła Arissa i zwróciła twarz w stronę Alyna. - To jest dla ciebie sprawiedliwość? Osądzałeś mnie i nie wierzyłeś w moje człowieczeństwo dlatego, że jestem złodziejką. Ale ty - zaśmiała się ponuro - jesteś zdrajcą i mordercą. Bliżej ci do maszyny niż człowieka. Może jeszcze jesteś androidem, co?!
- Nic o mnie nie wiesz, Arissa - stwierdził.
- Jasne. Te informacje mi wystarczą - podniosła głos. - Mam gdzieś to jaką sprawiedliwość wyznajesz. Ale nie potrafię zrozumieć jednego. Dlaczego?
- Dość pogawędki - mruknęła Fay. - Zabrać ją do celi. I upewnijcie się, że będzie miała stamtąd widok na telewizor. Chcę, żeby widziała jak świat powoli się kruszy.
Dwóch mężczyzn chwyciło ją za ramiona. Ale ona nie oderwała wzroku od Alyna.
- Zabili twojego brata i nadal chcesz dla nich pracować?! - zawołała, czując że to jej ostatnia szansa na dotarcie do mężczyzny.
Chwyciła się śmierci jego brata jak unoszącej na powierzchni wody brzytwy. Mogła, albo się wykrawawić, albo dotrzeć do brzegu nim się śmiertelnie zrani.
Alyn drgnął, przypominając sobie swojego brata.
- D. umarł - wycedził przez zaciśnięte zęby - ponieważ WDŚ odmówiło mu pomocy. Wysłało go na misję i zdradziło.
Skierował grobowe spojrzenie na Arissę.
- A ty nie masz prawa o nim wspominać - zawyrokował.
Po tych słowach wyprowadzono wściekłą złodziejkę. W biurze został jedynie Alyn, Fay i kilku ochroniarzy. Kobieta zasiadła za biurkiem i wydała cichy pomruk.
Agent specjalny lekko skinął głową i chciał wyjść, ale wtedy przywódczyni Czerwonych stuknęła obcasem o podłogę. Momentalnie się zatrzymał i powoli odwrócił.
- Podejrzewamy, że Rosja użyje bomby atomowej w przeciągu mniejszym niż tydzień - zawiadomiła go. - Spełniliśmy twoje życzenie i sprowadziliśmy tutaj Christianę Vastros.
Westchnienie ulgi spłynęło z jego warg.
- Choć wciąż nie rozumiem dlaczego - rzekła, a w jej głosie pobrzmiała nuta wątpliwości. - Czyżby ta złodziejka wywarła na tobie szczególne wrażenie? Uwiodła cię?
Mężczyzna ugryzł się w język, szukając odpowiednich słów.
- Skądże - zaprzeczył. - Jednak nie chciałem być niesłowny. Obiecałem jej, że jeżeli odzyskamy Złotą Erę to zapewnię jej bezpieczne życie wraz z jej siostrą. To wszystko.
- W porządku - rzuciła leniwie. - Jest bezpieczna tak długo jak jesteś użyteczny. A teraz możesz odejść.
Alyn skinął głową i wyszedł z pokoju. Źle się czuł z tym, że musiał ją zawieść i nadwrężyć tę cienkę nić zaufania, którą się obdarzyli. Wiedział jednak, że w przeciwnym wypadku nie uda mu się związać wszystkich końców. Aby osiągnąć swój cel, musiał coś poświęcić.
Jego kabina znajdowała się nieopodal cel, do których została zabrana Arissa. I co go zdziwiło, było zaskakująco cicho. Spodziewał się, że korytarze będą zalane jej wrzaskami i wyzwiskami skierowanymi w jego stronę.
Zamknął drzwi, zdjął marynarkę i odetchnął. Sięgnął, aby poprawić poduszkę na łóżku i nagle jego wzrok padł na jego przedramię.
Niebieski tusz był już nieco rozmazany, ale wciąż wyraźny. Były to jedynie dwie, duże litery "A". Jedna obok drugiej.
Alyn przejechał po nich palcami i usiadł na łóżku. Jego usta rozciągnęły się w żałosnym grymasie.
- A dla Arissy i A dla Alyna, czyż nie? - jęknął, opierając rękę na czole.
Przed oczami stanęła mu twarz brata. I jeszcze nigdy nie była aż tak rozczarowana. D. był zbyt porywczy i często lekkomyślny. Z tymi cechami niewiele różnił się od Arissy. Obydwoje też byli bystrzy i ponad wszystko kochali swoje rodzeństwo.
- Co powinienem zrobić? - wyszeptał Alyn i podniósł głowę, patrząc na swoje odbicie w tafli lustra. - Doradź mi, bracie.

Arissa patrzyła na kolorowe obrazy przeskakujące w telewizorze i żałowała, że pozwoliła się w to wszystko wciągnąć. Czuła, że oszczędziłaby sobie wiele trudnu i nerwów, gdyby po prostu pozwoliła się zabić w Chinach. Czego w ogóle oczekiwała? Gdyby wiedziała, że tak to się skończy to w pierwszej kolejności błagałaby Tai-Lunga, żeby jej strzelił w głowę.
Przynajmniej oszczędziłaby swojej siostrze tyle przykrości.
- Kolejny napad na szwajcarski bank. Podejrzewa się, że odpowiedzialna jest ta sama osoba, która zaatakowała dwa dni temu więzienie we Francji...
- Świetnie - mruknęła.
Nie płakała. Wiedziała, że była jedyną osobą, która ponosiła winę, że tak ślepo uwierzyła w Alyna. Zdrajcę, mordercę i egoistycznego mściciela.
Zastanawiała się jak wiele masek musiał przywdziać i czy kiedykolwiek pozwolił jej zobaczyć choć jedną prawdziwą część siebie.
Bo Alyn był największym kłamstwem w jakie wierzyła.
- Z ostatniej chwili: Rosja wypowiedziała wojnę Stanom Zjednoczonym. W obu krajach wszczęto stan wojenny...
Zakryła się włosami i przycisnęła kolana do piersi. A następnie przez kolejne godziny słuchała wiadomości, które wywracały świat do góry nogami.
Przez ten czas kurczył się w niej ból i wzrastał gorący gniew. Nie mogła pozwolić na to, aby Fay i Alyn wygrali. Oszukali ją. Zwiedli. I wydali na oczy ludzkości.
Zacisnęła pięści i obnażyła zęby w drapieżnym uśmiechu. Zrobi wszystko, aby pokrzyżować im plany. I doskonale wiedziała, że ich powstrzyma, nawet jakby miała paść trupem.
Chociaż wolała przeżyć.
Jednak aby wcielić swój spontaniczny plan w życie musiała się stąd wydostać. Dlatego postawnowiła zrobić to, co robi najlepiej - być złodziejką.
Telewizor przed nią stał na niewielkim krzesełku. Klucze do klatki, w której została zamknięta miał strażnik, który siedział w drugiej części pokoju. Prosty plan od razu zrodził się w głowie kobiety.
Wyciągnęła z kieszni długopis i dzięki skuwce udało jej się nieco przybliżyć taboret. Zaraz potem, gdy potrafiła dotknąć telewizora ręką, naprężyła się i zrzuciła urządzenie na podłogę.
- Co ty robisz!? - wrzasnął strażnik, wychodząc zza ściany z kubkiem w ręku.
Widząc przewrócony telewizor odłożył naczynie i podszedł, przeklinając pod nosem.
- Powinnaś uważać. To jedyne TV jakie tutaj mamy - upomniał ją, schylając się.
W tej krótkiej sekundzie, Arissa sięgnęła po kółko z kluczami. Zdjęła je delikatnie z paska na spodniach i cicho włożyła pod pośladki. Mężczyzna z jękiem podniósł telewizor i postawił go z powrotem na taborecie. Obdarzył złodziejkę nieufnym spojrzeniem i odszedł.
Arissa wyciągnęła klucze i przez chwilę badała zamek i ząbki. Znalazła odpowiedni klucz i starając się nie wydać żadnego dźwięku, otworzyła kłódkę. Złapała ją zanim ta uderzyła o ziemię i odłożyła na bok. Ostrożnie uchyliła drzwiczki klatki i prześlizgnęła się przez niewielką szparę.
Z kocią gracją przesunęła się po podłodze i dotarła do drzwi. Przez chwilę nasłuchiwała kroków z korytarza, ale gdy po drugiej stronie było cicho, otworzyła drzwi. Telewizor zagłuszył skrzypnięcie i kobiecie udało się wyjść z pokoju.
- Łatwizna - skwitowała z pogardliwym uśmiechem.
Przekręciła klucz w zamku, zamykając drzwi. Jej strażnik będzie miał miłą niespodziankę jak zauważy jej zniknięcie i nie będzie mógł ruszyć po pomoc. Zdjęła buty, żeby jej obcasy nie niosły się po korytarzu. Nagle usłyszała zgrzyt i schowała się za rogiem. Wychyliła nieco głowę i zwęziła oczy, widząc Alyna który opuszczał jakiś pokój. Nie miał na sobie marynarki WDŚ, a w ręku trzymał jakiś pakunek. Na szczęście dla Arissy, nie szedł w jej stronę. Poczekała aż zniknie za zakrętem i na palcach podeszła do drzwi, które opuścił agent. Nie były zamknięte ani w żaden sposób zabezpieczone. Weszła do środka i musiała nieco przymrużyć oczy, żeby przyzwyczaić się do panującego tam półmroku. Wyglądało na to, że był to jego pokój.
Momentalnie Arissę ogarnęło obrzydzenie. Był w tym wszystkim już tak długo, że zyskał już sobie nawet własną kwaterę. Przejechała wzrokiem po pomieszczeniu i zawiesiła go na lustrze. Niewielkim, z drewnianą obwódką. Nie miało na sobie zacieków i było niemal idealne oprócz jednej skazy. Pęknięcia w rogu, które w większości było zasłonięte zdjęciem.
Było już wymiętolone i podniszczone. Arissa wzięła je do ręki i podeszła bliżej okna, żeby się mu przyjrzeć. Na fotografii były dwie osoby. Alyn i prawdopodobnie jego brat. Byli do siebie niezwykle podobni. Z tą różnicą, że D. wyglądał na starszego i miał tygodniowy zarost. Wyglądali na szczęśliwych. Gdzieś w tle majaczył obraz morza.
Arissa zgniotła zdjęcie i wsadziła do kieszeni. Wtedy jej wzrok padł na marynarkę. Dopadła do niej i gorączkowo zaczęła szukać nadajnika, który zabrali w Hermosillo Edit. Znalazła go po minucie poszukiwań i włączyła. Miała nadzieję, że WDŚ zrozumie i zaczną szukać miejsca, z którego dobiega sygnał.
Włożyła go do drugiej kieszeni i wróciła do drzwi. Usłyszała jak ktoś przechodził, śmiejąc i rozmawiając o przegranej w zakładzie o ilość przyklejonych do spodu blatu wyżutych gum. Gdy kroki się oddaliły wyszła z pokoju i zaczęła błądzić w labiryncie korytarzy.
Od czasu do czasu przewijali się po nich ludzie. Jednak większość była pijana i Arissa domyśliła się, że prawdopodobnie świętują swoje zwycięstwo.
- Już niedługo - warknęła cicho.
Dotarła do wąskiego, wyłożonymi białymi płytami przejścia z oknem. Za szybą stała duża, dziwna maszyna. Złodziejka przyglądała się jej przez chwilę. Nie miała kompletnie pomysłu do czego mogła służyć. Nie miała czasu się nad tym dłużej zastanawiać bo drzwi na końcu korytarza się otworzyły i pojawił się w nich młody mężczyzna w białym fartuchu. Mówił sam do siebie i nerwowo poprawiał okulary, a w ręku trzymał ser.
Arissa nie miała się gdzie schować. Przez chwilę zdębiała na jego widok. Dopiero teraz zauważyła jakiekolwiek drzwi.
Naukowiec podniósł wzrok i skamieniał z serem przy ustach. Przez chwilę mierzyli się niepewnym spojrzeniem. Wtedy jednak złodziejka dopadła do chłopaka, któremu na ten nagły ruch ser wypadł z dłoni.
- Ani słowa - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Wykręciła mu rękę i przycisnęła usta do ucha.
- Czy ktoś jeszcze jest w pokoju? - spytała.
Zaczął panicznie kręcić głową. Kobieta wywróciła oczami i otworzyła drzwi kopnięciem. Wepchnęła tam naukowca i rozejrzała się za czym co mogłoby jej pomóc. Wyrwała myszkę od komputera i zwalając chłopaka na kolana, związała mu ręce kablem. Zgniotła jakąś kartkę i wepchnęła mu do ust.
Jej wzrok natrafił na panel kontrolny. Mnóstwo przycisków. Bez jego pomocy sobie nie poradzi. I tak, aby przeszkodzić Fay, musiała zabrać Złotą Erę.
- Słuchaj, jeśli będziesz współpracował, to nie będę musiała cię krzywdzić, jasne? - powiedziała, przyklękając przy naukowcu.
Energicznie potaknął, patrząc na nią z przerażeniem. Wyciągnęła kulkę papieru z jego ust i z obrzydzeniem wyrzuciła w bok.
- Wiesz gdzie jest Złota Era?
Oblizał spierzchnięte wargi, wyraźnie się wahając. Uderzyła w ścianę ręką tuż obok jego głowy.
- Tak wiem, wiem! - jęknął. - Musisz odłączyć tamte kable i ją wyciągnąć z tamtego urządzenia.
- Jest tutaj? - szepnęła z niedowierzaniem. - Co to jest w ogóle za pokój?
Podeszła w miejsce wskazane przez chłopaka i przez chwilę oglądała urządzenie, o którym mówił. Nie zastanawiając się dwa razy zaczęła odłączać kable.
- To główne centum kontroli fabryki... - powiedział cicho.
- Co mam teraz zrobić?
Drgnął i lekko uniósł głowę. Miał skruszoną minę.
- Naciśnij ten żółty guzik - poinstruował. - A teraz niebieski.
Z wnętrza urządzenia wysokoczyła błyszcząca karta.
- To Złota Era? - spytała. - Wyglądała inaczej, gdy ją ostatni raz widziałam.
Nie odpowiedział, wgapiając się w podłogę. Schowała kartę w spodniach i przejchała wzrokiem po kokpicie. Zatrzymała wzrok na przycisku z napisem że "zamknij" po angielsku. Reszta była po norwesku.
- Ten przycisk. - wskazała na guzik. - Odcina prawe skrzydło od lewego?
Przełknął ślinę i potaknął.
- Na wypadek, gdyby androidy nie działały poprawnie, zapewniono bazie takie zabezpieczenia. Wszystkie przejścia zostaną zamknięte i będzie można je otworzyć tylko tutaj - wyjaśnił. - Wszyscy i tak teraz świętują z powodu wojny więc... jeśli chcesz uciec...
- Nie mów mi co mam robić - ostrzegła go. - Ale dziękuję za kooperację.
Wcisnęła przycisk i zawył alarm. Uciążliwy dźwięk wypełnił korytarze. Naukowiec zasłonił twarz rękami. Arissa prychnęła i przyklęknęła przy nim. Odjęła jego dłonie od twarzy, uśmiechnęła się i poprawiła mu okulary.
- Powinieneś się stąd zwijać - poradziła mu. - Którędy do wyjścia?
Chwyciła go pod ramię i podniosła. Razem wyszli z przeszli kilka korytarzy. Jednak złodziejka miała już serdecznie dość jego bełkotu i błagań o życie. Do tego ciągle wył alarm.
- Na prosto jest wyjście do hangaru.
Głos chłopaka drżał. W końcu Arissa puściła go i zdumiony naukowiec padł pod ścianą.
- Już cię nie potrzebuję - rzuciła. - Możesz odejść.
Odwróciła się i zaczęła biec w stronę podwójnych drzwi. Otworzyła je na oścież i zamknęła za sobą, dodatkowo przeciągając pod nie skrzynie.
W hangarze stał pojedynczy samolot. Uśmiechnęła się krzywo. Miała szczęście, że Rachel przed swoją zdradą nauczyła ją jak pilotować takie cudeńka. Ruszyła w tamtą stronę.
- Arissa!
Znała ten głos. Fala wspomnień zalała ją całą i tylko cudem udało jej się nie utpić. Odwróciła się, drżąc z wściekłości. Na podeście stał Alyn. Był zdyszany i nie wyglądał tak idealnie jak zazwyczaj.
- Czego? - prychnęła. - Wygrałam. Nie powinieneś mnie zatrzymywać - warknęła.
- Nie jestem tutaj dlatego - odparł ostro. - Nie obchodzi mnie co zrobisz. Możesz nawet udusić mnie gołymi rękami.
- Jakbym w ogóle chciała dotknąć kogoś takiego jak ty - prychnęła.
- Nie przerywaj mi. Słuchaj - westchnął, podchodząc nieco bliżej. - Chciałem cię... przeprosić. Zanim cokolwiek powiesz, pozwól mi się wytłumaczyć.
Milczenie Arissy dało mu do zrozumienia, że czeka na wyjaśnienia.
- Przez ten cały czas byłem zaślepiony zemstą. Chciałem zniszczyć WDŚ, za to że pozwoliło mojemu bratu umrzeć. Czerwona Sprawiedliwość zaoferowała mi pomoc. Mieliśmy wspólnego wroga - powiedział, nie patrząc kobiecie w oczy. - Jednak po tym jak Fay objęła dowództwo, Czerwoni zaczęli dążyć do wojny. Nigdy tego nie pochwalałem. Ale nie obchodziło mnie to - zaśmiał się gardłowo. - I podejrzewam, że nadal by mnie to nie obchodziło, gdyby nie ty...
- Oh, proszę cię - parsknęła śmiechem. - Nie udawaj, że się przyjaźniliśmy. Jakoś ci to wcześniej nie przeszkadzało, gdy oddałeś Złotą Erę tamtej wariatce.
Uśmiechnął się krzywo.
- Nie to miałem na myśli - skwitował. - Po prostu zrozumiałem, że nie powinienem używać innych ludzi jak swojego mostu, aby dotrzeć do brata. Duel nigdy nie wróci, a poświęcenie świata dla własnej ideii jest głupotą.
- Wow, w końcu to zrozumiałeś - warknęła.- Oczekujesz przebaczenia?
- Na to liczyłem - stwierdził.
- Będziesz się musiał trochę bardziej postarać - skwitowała z kpiącym uśmiechem. - Ale możemy to przedyskutować jak już oddamy Złotą Erę. Lecisz ze mną, czy zostajesz?
Uśmiechnął się krzywo i podszedł do złodziejki. Wciąż pozostawała nieufna, ale pozwoliła mu się zbliżyć. Jednak wtedy nagle się zatrzymał i o czymś sobie przypomniał.
- Musimy zabrać stąd twoją siostrę.
Arissa otworzyła szerzej oczy. Serce zabiło jej mocniej ze strachu. Jej siostra tutaj była? Dlaczego? Skąd?
- Mówiłeś, że jej nie wydasz! - wrzasnęła wściekle, chcąc go uderzyć.
Chwycił jej rękę i zmarszczył brwii.
- Chciałem ją u r a t o w a ć - podkreślił ostatnie słowo. - Zginęłaby, gdyby doszło do wojny!
Dziewczyna oblizała wargi i zacisnęła pięści.
- Gdzie ona jest?
- Tutaj.
Arissa i Alyn odwrócili głowy w stronę podestu. Stała tam uśmiechnięta Fay z pistoletem przy głowie Christiany.
- Chris! - jęknęła złodziejka, robiąc krok do przodu.
- Nie radziłabym wykonywać żadnych gwałtownych ruchów - rzekła Czerwona. - Bo inaczej ja też wykonam zbyt gwałtowny ruch na spuście.
Blondynka momenalnie skamieniała i zbladła. Spojrzała na twarz swojej siostry. Starała się dostrzec oznaki strachu. Jednak Chris dzielnie zatrzymała wzrok na siostrze. Jedynie przyspieszony oddech mógł sugerować, że się boi.
- Moje gratulacje Arisso - zawołała Fay. - Jestem pod wrażeniem jak wielkie masz szczęście. I jak przebiegła jesteś. Obywatel X, jakże tajemniczo to brzmi.
- Czego ty chcesz? - warknęła złodziejka. - Puszczaj Christianę!
- Z przyjemnością spełnię tę prośbę - stwierdziła, lekko odsuwając lufę od barmanki. - Ale dopiero, gdy przyjmniesz moją propozycję.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Arissa zacisnęła szczękę.
- Dołącz do nas.
Fay wyciągnęła rękę przed siebie.
- Bądź jedną z nas. Czy nie tego chciałaś? Zapewnimy wam obu tutaj dobre życie. Będziecie w końcu mogły być razem. Nie będziesz musiała narażać swego życia w kradzieżach. Znajdziesz tutaj d o m. Ludzi, z którymi się zaprzyjaźnisz. W zamian jedynie będziesz mi posłuszna. Czy to nie jest dobry układ? - Uśmiechnęła się zachęcająco.
- Nie przyjmuj go! - wrzasnęła Christiana. - Ona chce cię tylko wykorzystać. Na litość boską!
- Zamilcz! - szarpnęła nią Fay. - Podejmij decyzję. Masz trzydzieści sekund.
Arissa nie wiedziała co powiedzieć. Serce biło jej jak szalone. Fay znacząco zbliżyła lufę do głowy Christiany.
- Dobrze, dobrze - krzyknęła desperacko. - Już dobrze. W porządku! Zgadzam się, tylko ją puść!
Czerwona rozszerzyła usta w uśmiechu. Lekko odsunęła się od barmanki. Wtedy Christiana chwyciła za magazynek i odwróciła się do Fay, siłując się z nią. Arissa drgnęła i chciała podbiec do siostry. Zatrzymała ją ręka Alyna, który wyciągnął pistolet.
Fay odrzuciła Christianę na barierkę i wymierzyła w nią broń. Jednak nim wystrzeliła, rozległ się huk i w jej piersi utkwiła kula. Kobieta padła na kolana, chwytając się za ranę. Nastała grobowa cisza. Nikt nawet nie drgnął. Oczy wszystkich utkiwiły w nieruchomym ciele liderki Czerwonych.
Chris dyszała ciężko. Nogi się pod nią ugięły. Ale szybko pokręciła głową i zaczęła biec w stronę Arissy. Zrobiła kilka kroków i wtedy ciszę w hangarze rozdarł kolejny wystrzał.
Chistiana potknęła się, welon blond włosów uniósł się w górę, a oczy uciekły w głąb czaszki. Jej ciało z głuchym trzaskiem uderzyło o podłogę. Biała koszula zaczęła przybierać czerwoną barwę.
Rozpaczliwy krzyk Arissy wypełnił pomieszenie. Zerwała się do biegu, ale Alyn chwycił jej rękę. Złodziejka omal się nie przewróciła. Twarz miała wykrzywioną w ogromnym żalu. Z łzami w oczach obserwowała ciało swojej siostry. Nie rozumiała co się stało. Zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu snajpera, ale wtedy jej wzrok spoczął na podnoszącej się Fay. Rana na piersi pluła czarną cieczą. Arissa od razu zrozumiała co to znaczy.
- Ona jest androidem - wyszeptała.
Alyn stanął przed złodziejką i strzelił Czerwonej w głowę. Tym razem kula jednak zatopiła się w metalu i jedynym znakiem, że Fay została trafiona, była rana i cieknący z niej smolisty płyn. Nawet nie drgnęła.
- I to takim wzmocnionym - dodał z kpiną Alyn. - Nie zabijemy jej tak jak innych.
- Przykro mi, ale chyba z umowy nici - wychrypiał android.
Skoczyła w górę, wybijając się dalej od kangura. Przeskoczyła nieruchome ciało Christiany i ominęła kilka strzałów, które wymierzył w nią Alyn. Chwyciła mężczyznę i odepchnęła go na na ścianę. Agent upuścił broń i jękiem bólu spojrzał na swoją rękę. Fay stanęła nad nim i jej oczy zalśniły niebezpiecznym blaskiem.
- Zdradziłeś nas, Alynie Wysteria - oświadczyła.
Mężczyzna próbował się podnieść, ale wtedy android nadepnął mu na nogę.
- Alyn! - krzyknęła Arisa i rzuciła się na Fay od tyłu.
Oplotła rękę wokół jej szyi, zmuszając ją do odstąpienia. Miała krótki chwilę, aby spojrzeć na swoją bransoletę, która wciąż była zaciśnięta na jej nadgarstku.
Przypomniała sobie słowa Alyna i nagle wpadła na pomysł.
Fay wbiła palce w boki złodziejki i zrzuciła ją z siebie. Obie padły na ziemię i zaczęły szamotać się w okrutnym tańcu śmierci. Raz to blondynka z wściekłością tygrysa zaciskała palce na szyi Czerwonej, drugi raz było na odwrót.
Z tą różnicą, że Arissa mogła się udusić.
- Alyn, odepnij moją branoletę! - wrzasnęła, kaszląc z wysiłku. - Szybko.
Agent przez chwilę nie wiedział o co chodzi. Zrobił to co mu kazała, ale dopiero po chwili zrozumiał co kobieta chce zrobić.
Fay znowu udało się powalić Arissę. Uderzyła ją w twarz i bransoleta przesunęła się po podłodze. Złodziejka z sykiem chwyciła się za nos i wtedy nadszedł kolejny cios w głowę. Kobieta uderzyła o posadzkę i wyrwał się jej stłumiony jęk.
W ustach czuła metaliczny posmak krwii. Lepka posoka spłynęła jej po czole i przysłoniła jedno z oczu. Zakaszlała i zaczęła czołgać się w stronę bransolety.
- Nie mogę uwierzyć, że wybrałeś ją zamiast swojego brata - rzekła Fay w stronę Alyna.
Arissa czuła, że liderka Czerwonych chce go zranić. Tak głęboko jak tylko będą mogły sięgnąć jej słowa. Były jak bezlitosne ostrza.
- Nigdy nie powiedziałem, że nie przestanę szukać sprawiedliwości po moim bracie - stwierdził z powagą Alyn, trzymając się za złamaną rękę. - Po prostu zmieniłem metodę. Wolę stronę prawdy, stronę Arissy, niż wasz fanatyczny porządek, do którego dążycie - warknął.
Bransoleta zacisnęła się na nadgarstku rozproszonej Fay. A następnie jej ręka uciekła w bok. Złodziejka kopnęła w stertę skrzyń i kilogramy żelastwa spadły na ziemię, przygniatając ramię Czerwonej. Android spojrzał na Arissę i obnażył zęby w wściekłym grymasie. Złodziejka z trudem próbowała pozbierać się z ziemi. Wszędzie czuła krew. Robiło się jej już niedobrze. Jednak wtedy na jej kostce, Fay zacisnęła blade palce.
- Alyn teraz! - krzyknęła ostatkiem sił kobieta.
- Odsuń się - zawołał. - Bo inaczej...
- Rób co mówię!
Wbił w nią pełen niedowierzania wzrok. W jej oczach czaiło się tyle nienawiści i smutku, że przeszedł go dreszcz.
- Moja siostra nie żyje - wystękała, a kolejne strużki krwii stoczyły się w dół jej twarzy. - Jestem kryminalistką, której teraz szuka cały świat. Nie mam do czego wracać. Więc do cholery, włącz tę głupią bansoletę i daj mi w końcu zrobić coś, co da mi choć cień szansy na zobaczenie Christiany po śmierci - ostatnie słowa niemal wypłakała.
Alynowi utknęły słowa w gardle. Fay zaczęła się szarpać. Agent przełknął ślinę. Ręce okropnie mu drżały. To nie było do niego podobne. Edit zabił bez wahania. Dlaczego jej nie potrafił?
- Teraz!
Z bolącym sercem Alyn wcisnął przycisk. W hangarze rozniosły się dwa połączone w jedno krzyki. Prąd przepływał przez oba ciała. Agent ukrył twarz w dłoni. Nie mógł tego wytrzymać, że ona musiała umrzeć w taki sposób. Że to on musiał zostać jej katem. Dopiero, gdy wszystko ucichło odważył się spojrzeć. Fay miała otwarte oczy. Była osmolona i ostatecznie wyłączona. Nie ściskała kostki złodziejki, wszystkie jej kończyny dziwnie się podkurczyły i zwęgliły. Arissa leżała nieruchomo, twarzą do ziemi. Miała otwarte usta. Przed nią leżała jeszcze ciepła Złota Era.
Alyn załkał. Otarł łzy kciukiem i wstał. Podszedł do niej i zabrał kartę. Przez chwilę patrzył na nią i nie potrafił się ruszyć. Widział w niej każdy szczegół.
Nagle usłyszał urywany jęk. Odwrócił się i zobaczył, podnoszącą się na łokciach Christianę. Była blada, a jej bok krwawił.
Ale żyła.
Jeszcze większy ciężar przygniótł Alyna. Podszedł do niej powoli, aby nie upaść.
- Ostrożnie - polecił, próbując zachować spokój.
Nie udało mu się.
Gdy tylko zobaczył jej niebieskie oczy, pełne niezrozumienia, pełne wiary, że siostra jest bezpieczna, pełne tak ogromnego bólu, zgiął się w pół.
- Ty, ty... - jęknęła cicho Chris. - Jesteś przyjacielem mojej siostry..? Gdzie ona jest?
Pomógł jej się podnieść. Naparli na siebie, wspierając siebie nawzajem. Zgarbiła się, nie mogąc się wyprostować.
I wtedy zobaczyła ciało Arissy, leżące na ziemi. Usta jej się rozciągnęły w pełnym żalu i niedowierzania grymasie. Chciała tam podejść, ale nie potrafiła.
- Jest coś co jako jej siostra, musisz zakończyć za nią - szepnął.
W oddali rozległ się miarowy świst wiatru i śmigieł rozrywających powietrze. Alyn zrozumiał i smutno się uśmiechnął.
Wręczył dziewczynie pokrwawioną kartę.
- Zaraz przybędzie tutaj śmigłowiec WDŚ. Zabiorą cię w bezpieczne miejsce. Oddaj im tę kartę i powiedz, że to Arissa ją odzyskała - poinstruował.
W jej spojrzeniu zobaczył tak wiele zarzutu.
- Co z tobą? - spytała. - Nie zostawię jej.
- Ja z nią zostanę - uciął ciąg pytań, które cisnęły się jej na usta. - Po prostu... zrób to o co cię proszę. Jesteś jej ostatnią nadzieją. Tylko ty możesz oddać Złotą Erę. Ja nie zasługuję, aby zostać bohaterem. Już nie.
Te słowa przemogły coś w dziewczynie. Pociągnęła nosem i kiwnęła głową.
- Ona zawsze chciała być bohaterką - szepnęła.
Oparła się na agencie, pozwalając by pomógł jej dojść do wyjścia z hangaru. Tam opuścił jej bok i była zmuszona wyjść na pas startowy całkiem sama. Krew oblepiała jej skórę. Czuła się coraz słabsza i słabsza. Wtedy zerwał się wiatr, targając jej włosy. Nie mogła iść już dalej. Ściskała kartę, tak jakby była to dłoń jej siostry. Ale nie mogła postawić już ani kroku. Kolana się pod nią ugięły i jej krzyk zagłuszył lądujący nieopodal śmigłowiec. Po polikach spływała jej kaskada łez. Płakała gorzko, za siebie, za siostrę i za ten tragiczny los, który im zesłano. Nie wiedziała jak długo płakała. Nagle pochwyciły ją czyjeś ramiona i miała nadzieję zobaczyć blond włosy swojej siostry. Tak się jednak nie stało.
Wszystko było dla niej tak odległe. Tak nieprawdziwe i pozbawione sensu. Pozwoliła się podnieść i wsadzić do śmigłowca. Pozwoliła by zdjęli z niej koszulę i zaczęli ją opatrywać. Złapała czyjąś rękę i próbowała jeszcze przez chwilę nie stracić przytomności.
- Jesteś z WDŚ...? - wymamrotała.
Nawet nie wiedziała czy to kobieta czy mężczyzna. Nieznajomy nachylił się nad nią, żeby ją lepiej słyszeć.
- Tak - potwierdził.
Z wahaniem odsunęła rękę od swojej piersi i podała mu drżąc kartę. Postać stawała się coraz bardziej niewyraźna, ale do umysłu Christiany dotarły jeszcze jej pełne radości krzyki "ona miała Złotą Erę!".
- To moja siostra - szepnęła - ją odzyskała.
Coś huknęło. Zobaczyła majaczące w miejscu bazy kolory pomarańczu, żółci i czerni. Wtedy śmigłowcem szarpnęło i świat dla Chris stracił barwy.
A zaraz potem zapadł się pod nią i kobieta straciła świadomość.

Grecja, Zakynthos, Laganas sierpień 2028 rok
Powietrze było suche i ciepłe mimo późnej pory. Przez labirynty skał od czasu do czasu przewijali się pojedynczy turyści. Zawsze na widok przechodzącej blondynki uśmiechali się. Czasem co poniektórzy prosili ją o zdjęcie.
A Christiana zawsze odmawiała.
Dwa lata temu została bohaterką, jako iż była tą która oddała Złotą Erę WDŚ, a ci byli zdolni do powstrzymania USA i Rosji od wojny. Od tego momentu stosunki między krajami nieco się ociepliły. Do badań nad Złotą Erą dołączyły Japonia i Chiny. Pierwsze prototypy androidów, jako sojuszników ludzi - z większą ekspresją i nawet czymś w rodzaju uczuć, pojawiły się na rynku.
Poza tym Czerwona Sprawiedliwość została rozwiązana, a członkowie którzy ocaleli z wybuchu w bazie, postawieni przed sądem i skazani na lżejsze lub cięższe wyroki.
Chris szła wolnym krokiem, pozwalając by bryza rozwiewała jej włosy. W ręku ściskała plażową torbę. Na twarzy jawiło się jej coś na rodzaj uśmiechu.
Była zmęczona tym życiem. Chociaż te wydarzenia miały już przeszło dwa lata, to wciąż interesowali się tym wszystkim coraz to nowi ludzie. A ona nie mogła im powiedzieć zbyt wiele, bo wszystko znała jedynie z opowieści. Była obecna jedynie przy zakończeniu histroii swojej siostry, która z najgorszej kryminalistki przeobraziła się w bohaterkę.
Przynajmniej wiedziała o tym Christiana.
WDŚ zrobiło z niej swoją lalkę, która odbierała pochwały zamiast swojej siostry. I kobieta miała już serdecznie dość bycia ich maskotką.
Przemknęła się pomiędzy dwoma skałami w oddalonej części wyspy. Stanęła na niewielkim wzniesieniu skalnym i spojrzała w dół. Biały pióropusz fal roztrzaskiwał się o podnóże klifu. Christiana nigdy nie miała lęku wysokości, ale w tym momencie ten widok napawał ją jednocześnie strachem i fascynacją. Odetchnęła i odłożyła torbę na bok. Zdjęła sandały i stanęła na chropowatej skale.
- Wyglądasz jakbyś naprawdę chciała skoczyć.
Kobieta odwróciła się i wiatr stargał jej kapelusz z głowy. Przetoczył się po kamieniach i spadł w morską toń.
Przed Christianą stały dwie osoby. Miały okulary na nosie, zasłaniające pół ich twarzy. Po sylwetkach rozpoznała, że to kobieta i mężczyzna. Obydwoje mieli chusty na głowie.
Blondynka uśmiechnęła się i ignorując wystające kamienie podeszła do pary.
- Dobrze wiesz, że nie - skwitowała, wtulając się w kobietę. - Co wam tak długo zajęło? Czekam na was od dwóch dni.
- Przynajmniej mogłaś nieco odpocząć - stwierdził mężczyzna.
Zdjął chustę i odsapnął.
- Ale gorąc - jęknął.
Kobieta podążyła za jego przykładem i uwolniła długie, jasne włosy spod materiału. Całą trójką stali skąpani w blasku zachodzącego słońca. Przez chwilę milczeli, wpatrując się w siebie. Christiana przestąpiła z nogi na nogę i założyła krótkie włosy za ucho.
- Kiedy się obcięłaś? - spytała Arissa, zwracając uwagę na fryzurę siostry.
- No wiesz, dwa dni temu, gdy byłam gotowa do drogi - mruknęła prześmiewczo. - Już nie potrzebowałam, żeby przypominały twoje.
Przez ten cały czas Christiana próbowała jak najbardziej upodobnić się do siostry. Żeby Arissa czuła, że to ona jest na miejscu prawdziwej bohaterki. Jednak skoro teraz obie miały w końcu wieść życie, którego pragnęły - nie potrzebowały tego wszystkiego.
- Jesteś tego pewna? - spytał Alyn, obejmując Arissę.
Kobieta wtuliła się w niego i uśmiechnęła do siostry.
- Absolutnie pewna - odparła bez chwili zawahania Chris.
- Co z twoimi przyjaciółmi?
- Trójce zostawiłam listy, w których wyjawiłam prawdę - przyznała blondynka. - A reszta, cóż. Prawdopodobnie będzie wiedziała tylko tyle co wyjawi im telewizja. Dobra, skoro już sobie wyjaśniliśmy, że jestem absolutnie, ale to tak absolutnie pewna, że zamierzam wyruszyć z wami, to może powinniśmy się zbierać? - Ochoczo ruszyła w stronę, z której przyszła.
Od czasu do czasu jęczała pod nosem i przezywała ostre kamienie, po których była zmuszona chodzić.
Arissa odsunęła się od mężczyzny i chciała ruszyć za siostrą. Wtedy jednak poczuła zaciskające się na jej nadgarstku palce. Odwróciła się do towarzysza i uśmiech rozjaśnił jej twarz.
- Potrzebujesz, żeby cię potrzymać za rękę? - zażartowała.
Alyn odwzajemnił uśmiech i przez chwilę po prostu na nią patrzył. Jakby była jedyną osobą, która go interesowała. Przejechał opuszkami palców po bliźnie z boku czoła i zacisnął usta w wąską linię. Każdego dnia dziękował Bogu, że Fay wtedy puściła nogę Arissy i dzięki temu, mógł ją mieć teraz przy sobie. Cieszył się, że uznano ich za martwych i mogli zacząć życie z dala od intryg, kradzieży i morderstw.
Że mogli być razem.
Kobieta stanęła na palcach i przytrzymując kołnierz jego koszuli, przycisnęła swoje usta do jego ust. Skradła mu kilka pocałunków po czym uśmiechnęła się i odsunęła.
- Zawsze byłeś typem romatyka, czy to tylko dzisiaj wzięło cię na takie sentymenty? - mruknęła, drocząc się.
Wzruszył ramionami.
- No cóż - zaśmiał się. - Nie podoba ci się to? - Oparł swoje czoło na jej czole.
- Wręcz przeciwnie. Mógłbyś być taki częściej - stwierdziła.
- Nie. Muszę dbać o reputację gbura.
- Okay, okay. Rozumiem. Chyba będę musiała wam tutaj robić za przyzwoitkę - zawołała Christiana, opierając się o skałę. - Chodźcie zanim ktoś tutaj przyjdzie. A tego byśmy nie chcieli. Nie po to pisałam książkę, żeby teraz dać się złapać na upozorowaniu własnego samobójstwa - obruszyła się. - A przecież wiadomo, że dzieła autora są najwięcej warte po jego śmierci.
- Książkę? - zainteresowała się Arissa, ciągnąc za sobą Alyna. - Jakiej książki? O niczym nie wiedziałam!
Christiana uśmiechnęła się i odrzuciła krótkie włosy do tyłu.
- Książka oparta na faktach, o światowej sławy złodziejce, agencie specjalnym, który żył w świecie kłamstwa oraz ich odkupieniu, którego byłam świadkiem - skróciła. - Potraktujcie to jako ukłon w waszą stronę.
Zaskoczona para spojrzała po sobie. W końcu roześmiali się i pokiwali głowami ze zrozumieniem.
- Chris ma rację. Czeka nas długa droga jeśli chcemy zdążyć na samolot do Australii - potwierdziła Arissa.
Całą trójką odwrócili się od znikającego za horyzontem słońca i ruszyli przed siebie.
W stronę przyszłości, której złodziejka nie mogła zyskać, a na którą bohaterka zasłużyła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz